Gdyby świat znał tę prawdę o Leninie, historia XX wieku wyglądałaby inaczejW Gorkach powietrze pachniało jesienią, a ręka, która podpisała rewolucję, drżała jak liść. Nadieżda pochylała się nisko, sylabizując słowa, które on – z trudem odzyskanym głosem – kazał zapisać. Nie były to puste frazy o wielkich ideałach. To był wyrok. „Ten człowiek jest zbyt brutalny” – pada, i zapada cisza. Rok 1922. W roku następnym dopisuje jeszcze jedno zdanie, ostrzejsze niż poprzednie. Kartki trafiają do koperty, koperta do Moskwy, Moskwa do sejfu. Od tej chwili ktoś pilnuje nie tylko drzwi, ale i pamięci. Przecinane są całe wątki biografii: wymazane nazwisko z metryk przodków, starannie skryte początki, pseudonimy jak maski zakładane jedna na drugą, aż prawdziwe imię staje się dźwiękiem, którego nie wypada używać. Nadchodzą udary, mozolne uczenie liter od nowa, ciche przejażdżki w ogrodzie. Potem nadejdzie poniedziałek, 21 stycznia, i tłum o godzinie szesnastej zobaczy, że ciało zostaje, a głos milknie. A w mieście rośnie kult: kolejki do twarzy pod szkłem, nowe nazwy ulic i miast, pomniki zastępujące pytania. Ktoś, wbrew jego słowom, decyduje za wszystkich. Znika testament, znikają listy, zostaje legenda. Nie wszyscy mają odwagę otworzyć ten sejf. I tylko jedna niewygodna decyzja, ukryta tam, gdzie światło nie sięga, wciąż czeka na moment, w którym ktoś wreszcie zapyta: co by było, gdyby wtedy posłuchano…