W okresie PRL te produkty były prawdziwym luksusem. Dzisiaj ludzie ich nie doceniająW PRL-u, kiedy półki w sklepach częściej świeciły pustkami, niż zachęcały wyborem, a większość produktów wyglądała tak samo, wszystko, co miało choćby cień „zachodniości”, natychmiast stawało się czymś więcej niż zwykłym towarem. Tabliczka czekolady z obcą nazwą, prawdziwe dżinsy, kolorowy drobiazg, którego nie dało się po prostu kupić — takie rzeczy nie trafiały do domu przypadkiem. One były trofeum. Sygnałem, że gdzieś istnieje inny świat: barwniejszy, łatwiejszy, niedostępny, a przez to jeszcze bardziej pociągający. Na te przedmioty się czekało, o nich się szeptało, je „załatwiało” i zdobywało, czasem za cenę nerwów, znajomości albo szczęścia w odpowiednim momencie. A gdy wreszcie lądowały w dłoniach, codzienność na chwilę przestawała mieć znaczenie — zostawało tylko to charakterystyczne poczucie wygranej. I właśnie dlatego wspomnienia tamtych „zdobyczy” wciąż tak mocno działają na wyobraźnię… bo za każdą z nich kryje się historia, która dopiero zaczyna się robić naprawdę ciekawa.
Stary zegarek po dziadku może być warty więcej niż myślisz. Kolekcjonerzy kupują zegarki z PRLJeżeli w Twoim domu znajdował się kiedyś wiekowy zegarek Błonie, Pobieda lub Unitra, być może masz w posiadaniu prawdziwy klejnot. Modele te, wytwarzane w okresie PRL-u i Związku Radzieckiego, obecnie osiągają wysokie ceny, a ich wyjątkowy styl i mechanizmy przyciągają zarówno miłośników historii, jak i pasjonatów zegarmistrzostwa. To nie tylko kwestia wartości materialnej. Każdy zegarek opowiada historię i oddaje ducha czasów, gdy Polska zaczynała rozwijać swój własny przemysł zegarmistrzowski, a estetyka lat 50. i 60. XX wieku kształtowała nasze postrzeganie nowoczesności i elegancji.