Ta 10-złotówka z PRL może kosztować około 5000 zł. Decyduje jeden szczegółDla jednych to zwykłe, zużyte drobniaki z minionej epoki. Dla innych — przedmioty, za które dziś można dostać zaskakująco dużo. Monety z czasów PRL coraz częściej rozpalają wyobraźnię kolekcjonerów, a na internetowych aukcjach niektóre egzemplarze potrafią osiągać kwoty, które trudno byłoby przewidzieć. Najciekawsze jest to, że takie „skarby” często nie leżą w sejfach, tylko w piwnicach, pudełkach po butach i zapomnianych szufladach — i możesz je mieć bliżej, niż myślisz.
W okresie PRL te produkty były prawdziwym luksusem. Dzisiaj ludzie ich nie doceniająW PRL-u, kiedy półki w sklepach częściej świeciły pustkami, niż zachęcały wyborem, a większość produktów wyglądała tak samo, wszystko, co miało choćby cień „zachodniości”, natychmiast stawało się czymś więcej niż zwykłym towarem. Tabliczka czekolady z obcą nazwą, prawdziwe dżinsy, kolorowy drobiazg, którego nie dało się po prostu kupić — takie rzeczy nie trafiały do domu przypadkiem. One były trofeum. Sygnałem, że gdzieś istnieje inny świat: barwniejszy, łatwiejszy, niedostępny, a przez to jeszcze bardziej pociągający. Na te przedmioty się czekało, o nich się szeptało, je „załatwiało” i zdobywało, czasem za cenę nerwów, znajomości albo szczęścia w odpowiednim momencie. A gdy wreszcie lądowały w dłoniach, codzienność na chwilę przestawała mieć znaczenie — zostawało tylko to charakterystyczne poczucie wygranej. I właśnie dlatego wspomnienia tamtych „zdobyczy” wciąż tak mocno działają na wyobraźnię… bo za każdą z nich kryje się historia, która dopiero zaczyna się robić naprawdę ciekawa.