Walentin Bondarienko zginął w tragicznym wypadku trzy tygodnie przed startem Gagarina. Jako pierwszy z dwudziestoosobowej grupy kandydatów do radzieckich startów kosmicznych.

Na podstawie tajnego postanowienia Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego z 11 stycznia 1960 roku, do pierwszej serii radzieckich lotów kosmicznych wybrano dwudziestu oficerów lotnictwa. Dwunastu z nich stało się kosmonautami. Ich nazwiska stały się bardzo znane. Są sławni, są wśród nich laureaci radzieckich nagród państwowych, wielu nagród międzynarodowych, generałowie, znani działacze związków i stowarzyszeń społecznych. Pełnili oni rozliczne funkcje partyjne, dopóki istniał Związek Radziecki i partia komunistyczna jako siła przewodnia. Ich życiorysy widnieją w encyklopediach, przeszli do historii.

Ośmiu z nich pozostało nieznanymi. Teraz także ich nazwiska prawie nikomu nic nie mówią.

14 marca 1960 roku wszyscy kandydaci tworzący grupę nazwaną kryptonimem Kolektyw X, zebrani zostali w miejscu tymczasowej bazy szkoleniowej na podmoskiewskim lotnisku im. M.W. Frunzego. W jej skład wchodziło dwudziestu pilotów lotnictwa wojskowego: I. N. Anikiejew, P. I. Bieliajew, W. N. Bondarienko, W. F. Bykowski, J. W. Chrunow, W. I. Fiłatiew, J. A. Gagarin, W. W. Gorbatko, A. J. Kartaszow, W. M. Komarow, A. A. Leonow, G. G. Nielubow, A. G. Nikołajew, P. R. Popowicz, M. Z. Rafikow, G. S. Szonin, H. S. Titow, W.S. Warłamow, B. W. Wołynow i D. A. Zaikin.

Po kilku tygodniach szkolenia całej dwudziestoosobowej grupy lotników według jednolitego programu okazało się, że przygotowanie wszystkich do pierwszego startu w zakładanym czasie jest niemożliwe. Rozpoczęto bowiem zajęcia praktyczne z wykorzystaniem trenażera, dokładnej kopii pierwszego pilotowanego statku kosmicznego Wostok. Harmonogram szkolenia mógł zmieścić tylko kilku kandydatów.

Dlatego 31 maja tegoż, 1960 roku, z Kolektywu X wyodrębniono sześciu lotników, którzy stworzyli grupę bezpośredniego przygotowania. To z niej został wyłoniony pierwszy kosmonauta Jurij Gagarin.

Pierwszym, który musiał odejść z grupy bezpośredniego przygotowania i w ogóle z oddziału kosmonautów, był Anatolij Jakowlewicz Kartaszow. Już po pierwszych treningach na wirówce z ośmio- i dwunastokrotnymi przeciążeniami lekarze zauważyli niewielkie zaczerwienienie na jego plecach. Przeciążenia powodowały u niego podskórne pęknięcia naczyń krwionośnych.

Fatalny przypadek wykluczył ze ścisłego grona kandydatów do pierwszej serii lotów Walentina Stiepanowicza Warłamowa. Musiał odejść z oddziału po doznaniu urazu kręgu szyjnego w wyniku nieudanego skoku do wody. Pozostał w Gwiezdnym, pracował w Centrum Przygotowania Kosmonautów. Jeszcze przed startem pierwszego pilotowanego Wostoka objął stanowisko zastępcy komendanta Centrum Kierowania Lotem. Potem został starszym instruktorem szkolenia kosmonautycznego, specjalizował się w astronawigacji. Banalny wypadek odebrał mu szansę przeżycia wielkiej życiowej przygody w kosmosie. W październiku 1980 roku Walentin Warłamow zmarł przedwcześnie, na wylew krwi do mózgu.

W maju 1963 roku po utarczce słownej z patrolem wojskowym na dworcu kolejowym z oddziału kosmonautów dyscyplinarnie usunięty został Grigorij Nielubow i właściwie przypadkowo dwaj inni kandydaci, Iwan Anikiejew i Walentin Fiłatiew, którzy mieli nieszczęście towarzyszyć Nielubowowi, gdy wszczął on scysję. Nielubow po zwolnieniu z oddziału popadł w alkoholizm, 18 lutego 1966 roku zginął pod kołami pociągu na moście kolejowym w pobliżu stacji Ippolitowka na dalekowschodniej magistrali kolejowej.

Potem ze względów medycznych odejść musieli Mars Rafikow i Dmitrij Zaikin.

Do wypadku, w którym zginął starszy lejtnant Walentin Wasiliewicz Bondarienko doszło niecałe trzy tygodnie przed startem pierwszego Wostoka, 23 marca 1961 roku. Tego dnia skończył on dziesięciodniowy pobyt w surdobarokomorze - izolowanym dźwiękowo pomieszczeniu ciśnieniowym, w którym przyszli kosmonauci przechodzili próbę wielodniowej ciszy i samotności. Ciśnienie w kabinie było obniżone, co było rekompensowane zwiększoną zawartością tlenu w atmosferze.

Przygotowując się do wyjścia, Bondarienko zdjął z siebie czujniki aparatury medycznej, po czym tamponem z waty umoczonej w spirytusie przetarł skórę w miejscach, gdzie były przymocowane. Zużyty wacik nie oglądając się rzucił za siebie. Nasączony spirytusem tampon padł na spiralę włączonej do sieci maszynki elektrycznej. W zamkniętym malutkim pomieszczeniu, w którym atmosfera wzbogacona była tlenem, gwałtownie wybuchł pożar. Na Bondarience zapalił się bawełniany kombinezon.

Nie wzywał ratunku. Nie wszczął alarmu, nie nacisnął przycisku alarmowego na pulpicie kontrolnym. Sam próbował stłumić ogień.

Dyżurny lekarz, gdy zorientował się co się dzieje wewnątrz kabiny, nie mógł natychmiast udzielić pomocy. Nie mógł od razu, bez wyrównania różnicy ciśnień otworzyć hermetycznie zamkniętego włazu. Potrzebne były na to długie sekundy.

A czasu nie było wcale. Ogień w atmosferze nasyconej tlenem buszował z ogromną siłą.

Kiedy Bondarienkę wyciągnięto z kabiny był jeszcze przytomny, powtarzał: - To moja wina, nikogo nie wińcie!

Lekarze walczyli o jego życie osiem godzin. Nie udało się go uratować. Zmarł w wyniku rozległych poparzeń i szoku termicznego. Jako pierwszy z Kolektywu X.

Miał 24 lata, był najmłodszy w grupie kandydatów. Wśród kolegów był lubiany, zwłaszcza za jego duże poczucie humoru. Nazywali go Dzwoneczkiem. Nikt już potem nie pamiętał, skąd wzięło się to jego przezwisko. Bardzo był dumny ze swego ojca, partyzanta zwiadowcy, opowiadał kolegom z oddziału kosmonautów, że czapka papacha jego ojca eksponowana jest w Muzeum Partyzanckiej Chwały.

Pochowano go w jego rodzinnych stronach, w Charkowie, gdzie mieszkali jego rodzice. Rozkazem ministra obrony Związku Radzieckiego marszałka Rodiona Malinowskiego z 15 kwietnia 1961 roku rodzina Bondarienki została uposażona według norm należności przysługujących rodzinie kosmonauty. Wdowa i syn zostali w Gwiezdnym Miasteczku. Syn, Aleksander został oficerem lotnictwa.

dr Marek Jarosiński

Dział naukowy PortalPOLSKA.pl

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny