Projekt „Gołąb”: jego geneza i wczesne badania

Idea Projektu „Gołąb”

W czasie II wojny światowej, kiedy jakiekolwiek zaawansowane technologie naprowadzania rakiet były dopiero w sferze planów, czy też może nawet bardziej marzeń brano poważnie pod uwagę każdy, nawet najbardziej szalony pomysł, który mógłby się sprawdzić. Mając świadomość ograniczeń technicznych (oraz zawodności techniki jako takiej) poszukiwano czegoś, co w kluczowym momencie się zwyczajnie nie „zatnie”. Amerykańskie Office of Scientific Research and Development znalazła to „coś”: tym „czymś” miały być… zwierzęta.

W sprawie wyboru odpowiedniego zwierzęcia zwrócono się do behawiorysty z Uniwersytetu w Minnessocie, Burrhusa Fredericka Skinnera. Oczekiwano, że wybrane zwierzę będzie lekkie oraz łatwe do zdobycia, jak i wytrenowania. Wybór padł na gołębie. W jaki jednak sposób gołębie miałyby naprowadzać pociski? Wymyślono, by umieścić gołębia przed ekranem, na którym ukazywałaby się lokalizacja wrogiego celu, np. okrętu. Gołąb zaś, podłączony na szyi do odpowiedniego czujnika miałby za zadanie dziobać ekran. Uważano, że z resztą ówczesna technika już sobie poradzi.

Jak zaś taki proces namierzania miałby wyglądać? Otóż jeżeli gołąb widziałby obiekt na środku ekranu, dziobałby cały czas w to samo miejsce. Natomiast jeżeli widziałby jakiekolwiek „odchylenie”, jego dziobnięcia informowałyby układ, że należy skorygować kurs. Tyle pierwotnych założeń. Oczywiście tym, że dla gołębia byłaby to misja typu „kamikadze”, czy też jakąkolwiek stroną etyczną całego przedsięwzięcia nikt sobie nie zawracał wtedy głowy.

Badania na Uniwersytecie Minnesoty, geneza pomysłu Skinnera

Pierwotnie sterowane przez gołębie rakiety miały służyć naprowadzaniu ich na wrogie samoloty, pomysł z wykorzystaniem ich w drugą stronę pojawił się dopiero później. Pierwsze badania nad możliwością wykorzystania ptaków w tym celu prowadzone były na Uniwersytecie Minnesoty jeszcze w 1940 roku. W eksperymentach tych gołębie były unieruchamiane w swoistej „kurtce”, mogły jedynie poruszać szyją i głową, ten schemat miał zresztą zostać jeszcze później wykorzystany. Przy pomocy zwrócenia głowy w odpowiednim kierunku gołąb „informował”, w którą stronę zamierza się przemieścić. Cała konstrukcja przemieszczała się na kółkach, zaś gołąb miał za zadanie dotrzeć w ten sposób do celu umieszczonego na ścianie, gdzie czekała na niego nagroda w postaci ziarna.

Przez dwa lata Skinner i jego współpracownicy próbowali wzbudzić zainteresowanie swoim projektem, lecz bezskutecznie. Dopiero w lecie 1942 roku otrzymali fundusze na badania. Dwa lata później miał miejsce pierwszy atak pilota kamikadze na amerykański okręt. W autobiografii Skinner tak odniósł się do paraleli pomiędzy jego badaniami, a japońskimi pilotami: „Być może będziemy w stanie uzyskać tak wysokie morale wśród Amerykanów, jeżeli jednak nie – będę miał równie kompetentnych zastępców” (Włodarczyk, s. 11).

Jednakże oczywiście – ze względu na chronologię wydarzeń – piloci kamikadze nie mogli stanowić pierwotnej inspiracji dla Skinnera. Stała się nią pewna przypadkowa sytuacja. Otóż Skinner, jadąc pociągiem, zobaczył przelatującą obok formację ptaków. W jakiś sposób podsunęło mu to pomysł, by wykorzystać gołębie jako „urządzenia” do naprowadzania rakiet. W autobiografii wspomniał: „Nagle zobaczyłem je jako urządzenia posiadające idealną widoczność i nadzwyczajną mobilność” (Włodarczyk, s. 12).

Pod egidą marynarki wojennej

Przejęcie projektu, przeprowadzone testy

Pod koniec wojny, w październiku 1944 roku finansowanie projektu jako już wtedy niepotrzebnego zostało wstrzymane. Jednakże w roku 1948 powróciła do niego amerykańska marynarka wojenna. Potrzebne były dodatkowe badania, którymi miało się zająć Naval Research Laboratory. Samemu projektowi nadano kryptonim Project Orcon – od organic control. Rozpoczęte zostały testy. W pierwszej ich wersji gołąb był umieszczany w pudełku, w którym z jednej strony znajdował się otwór. Przed tym otworem pokazywał się kwadratowy cel, który gołąb miał za zadanie dziobnąć, a kiedy to zrobił, w nagrodę otrzymywał ziarna kukurydzy. Wyniki tych testów okazały się spektakularne: gołębie okazały się bardzo pojętne, zaś ich tempo dziobania „celu” wynosiło aż 4 dziobnięcia na sekundę. Ponadto można było wydłużać im czas przed przyznaniem kolejnej nagrody, akceptowały opóźnienia wynoszące nawet około półtora minuty.

Projekt
Zdjęcie kompleksu Naval Research Laboratory z roku 1944 - fot. domena publiczna

Można było przejść do kolejnej fazy testów, tym razem już z bardziej zaawansowanym sprzętem i z udziałem ośmiu wyselekcjonowanych gołębi. Tym razem gołąb był zawieszony w pudełku w specjalnej siatce, mógł poruszać jedynie szyją i głową. Przed jego oczami pojawiały się tym razem zdjęcia statków. Były one wyświetlane przez odpowiedni projektor, a następnie „przesyłane” na ekran, który gołąb widział za pomocą odpowiednio ustawionego lustra. No dobrze, ale jak dokładnie miało wyglądać namierzanie? Otóż na dziobie gołębia umieszczony był metalowy styk, przewód, od którego prowadził do dalszej części urządzenia. Istotny był też ekran, na którym umieszczone było przewodzące prąd szkło. W momencie dziobnięcia ekranu obwód wysyłał sygnał, który z kolei uruchamiał serwomotory, modyfikujące ustawienie celu. Równocześnie ponownie gołąb otrzymywał nagrodę: stosowny mechanizm wydzielał mu ziarna kukurydzy.

Przeprowadzono dwa rodzaje testów: z symulowanym wyświetlaniem statków znajdujących się daleko od ekranu, reprezentowanych przez obrazek o długości 1/4 cala, oraz statków znajdujących się blisko, odpowiednio większych na ekranie. W przypadku symulacji statków „oddalonych” na 96 „przeprowadzonych” przez gołębie ataków 55% uznano za udane. Szczególnie wyróżniły się cztery gołębie, które osiągnęły „skuteczność” na poziomie 79%. Oczywiście na wojnie nawet i prymusi wykonaliby tylko jeden taki lot. Z kolei w przypadku symulacji statków znajdujących się blisko średnia skuteczność wszystkich gołębi nieznacznie wzrastała, do 60%. Problemem jednak była chaotyczność sterowania, ponieważ gołębie dziobały po całym wyświetlonym obrazie, nie koncentrując się wyłącznie na jego środku. W realnych warunkach sprawiałoby to, że niemalże bez przerwy miałaby miejsce korekta kursu. Czy jednak czysto teoretycznie jakiekolwiek rakiety mogłyby być w ten sposób sterowane? Marynarka doszła do wniosku, że tak, ponieważ szybkość dziobania gołębi byłaby wystarczająca do kierowania rakietą osiągającą prędkość około 600 mil na godzinę, jakimi wtedy w istocie dysponowano. Jeśli szukasz więcej ciekawych informacji, sprawdź także zebrane w tym miejscu artykuły na temat II wojny światowej.

Napotkane problemy, niska skuteczność w zaawansowanych testach, zamknięcie projektu

W dalszym jednak ciągu przeprowadzone do tej pory testy nie odzwierciedlały realnych warunków. Zdecydowano się na badania z wykorzystaniem nagranych filmów, które zostały wykonane za pomocą kamer umieszczonych na samolotach, które leciały w kierunku filmowanych okrętów. Pierwotnie okazało się, że wyświetlane filmy nie stanowiły dla gołębi większego problemu. Ich skuteczność w przypadku stopniowo powiększającego się okrętu w dalszym ciągu wynosiła 60%, zaś u prymusów nawet 80%.

Natomiast tym, co okazało się dla gołębi przeszkodą nie do przejścia, stała się zmiana kąta, pod jakim okręt był widoczny na ekranie. Ptaki wyraźnie gubiły się w takiej sytuacji, skuteczność ich dziobnięć spadła do skromnych 30%. Nawet najlepsze z nich osiągały tylko 40% – zdecydowanie zbyt mało, by można było uznać uzyskany wynik za obiecujący.

Trzeba też podkreślić, że przeprowadzane eksperymenty i testy odzwierciedlały tylko i wyłącznie idealne warunki lotu rakiety. Nie uwzględniono np. wpływu potencjalnego zachmurzenia, widoku fal, różnych cieni, które w znaczący sposób mogłyby wpłynąć na szybką ocenę sytuacji przez gołębia. No i oczywiście w grę wchodziło tylko namierzanie w ciągu dnia. Nie było więc zaskoczeniem, że w miarę postępu rozwoju innych, bardziej obiecujących technologii zdecydowano się zakończyć Project Orcon. Został on formalnie zamknięty w roku 1953, zaś prawda o nim została ujawniona w roku 1959. Na szczęście żaden gołąb nie zasiadł zatem w rzeczywistej rakiecie.

Autor: Herbert Gnaś

Bibliografia:

  1. A. P. Armagnac, We Nearly Pigeon-Guided Missles, „Popular Science”, January 1960.
  2. B. F. Skinner, Pigeons in a Pelican, „American Psychologist”, nr 15/1960.
  3. J. Włodarczyk, Beyond Bizarre: Nature, Culture and the Spectacular Failureof B.F. Skinner’s Pigeon-Guided Missiles, „Polish Journal of Academical Studies”, vol. 14/2020.
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny