Ronald DeFeo – masowy morderca z Amityville

Kim był Ronald De Feo? Dzieciństwo i zaburzenia emocjonalne Ronalda

Ronald urodził się 26 września 1951 roku na Brooklynie (Nowy Jork). Był najstarszym z pięciorga rodzeństwa. Ronald dorastał u boku matki Louise oraz ojca Ronalda Seniora, który odnosił spore sukcesy jako sprzedawca samochodów. Matka i ojciec przyszłego zabójcy mieli naprawdę dużo pieniędzy, jednak nie tylko ze względu na pracę Ronalda Seniora. Rodzina DeFeo należała do mafijnego rodu, a wujem Ronalda Seniora był Pete DeFeo – słynny nowojorski gangster znany jako „Philie Aquilinio”.

Gdy Ronald dorastał, zaczął bezpodstawnie atakować fizycznie ojca oraz przyjaciół ze szkoły. Nikt nie wiedział, jakie są przyczyny emocjonalnych zaburzeń chłopca. Ronald Junior dopiero po wielu latach przyznał się, że ojciec się nad nim znęcał. Często bił Ronalda i śmiał z niego, a Louise obserwowała to wszystko bez słowa. Ona też była bita przez męża. W milczeniu zgadzała się, by Ronald Senior znęcał się nad swoimi synami i córkami. Godziła się na zachowanie męża tylko po to, by mąż znów jej nie uderzył.

Małżeństwo DeFeo po upływie dłuższego czasu zabrało młodego Ronalda do psychiatry. Rodzice Ronalda postanowili znaleźć źródło coraz dziwniejszych zachowań syna – swoją złość wyładowywał bowiem na znajomych w szkole. Ronald nie przyznał się u lekarza, że ojciec go bije i że to on jest największym powodem jego frustracji. Chłopiec stwierdził, że wcale nie potrzebuje leczenia psychiatrycznego. Matka i ojciec przestali więc chodzić z nim do lekarza. Być może popełnili wówczas największy błąd w życiu.

Ojciec całe życie znęcał się nad Ronaldem, często bez żadnej przyczyny. Potęgowało to nienawiść w Ronaldzie, która z roku na rok przybierała na sile. Chłopiec był zły również na matkę, bo nie stawała nigdy w jego obronie. Dzieci w szkole podsycały gniew chłopca śmiejąc się, że Ronald jest gruby. Młody DeFeo najpierw płakał ukrywając się w kątach korytarzy, jednak później miarka się przebrała. Zaczął atakować rówieśników, bijąc ich w szkole i na ulicy. Nienawidził wszystkiego i wszystkich.

Rodzice Ronalda postanowili wpłynąć na zachowanie syna. Męczyły ich już ciągłe telefony ze szkoły. Zaczęli kupować mu drogie prezenty i dawać gotówkę, byle tylko nie krzywdził kolegów z klasy. To jednak tylko pogorszyło sytuację. Ronald w wieku niespełna 17 lat za pieniądze rodziców zaczął kupować LSD oraz heroinę. Został niedługo potem wyrzucony ze szkoły, bo przez narkotyki zachowywał się jeszcze gorzej. Mimo wszystko, rodzice nadal dawali mu pieniądze. Mało tego, zaproponowali mu pracę w salonie samochodowym. Ojciec nie lubił syna, jednak kupił mu auto i co tydzień przelewał stypendium. Ronald wydawał zaś pieniądze na alkohol, narkotyki i broń. Od wszystkich tych rzeczy szybko się uzależnił.

Ronald z roku na rok stawał się coraz większym dziwakiem. Bywało, że groził swoim przyjaciołom karabinem podczas wspólnych polowań. Zachowywał się później tak, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ronald pewnego dnia zagroził bronią również swojemu ojcu, gdy ten jadł obiad przed telewizorem. Mierzył do ojca z broni, a później pociągnął za spust – pistolet nie wystrzelił. Ojciec był oszołomiony zachowaniem syna, przez co na kilka dni zmienił do niego podejście. To wydarzenie uświadomiło Ronalda, że właśnie taki będzie jego życiowy cel. Że pragnie zamordować ojca, który przez całe życie bił go i upokarzał. Oraz matkę, która na to wszystko pozwalała. A może zainteresuje cię także ten artykuł o kanibalu Jeffrey’u Dahmerze?

„Kiedy zacząłem, nie mogłem przestać. Poszło tak szybko”

13 listopada 1974 roku, mniej więcej ok. godziny 18:30, Ronald DeFeo wpadł do baru Henry’s w Long Island (Amityville). Miał wówczas zaledwie 23 lata. Krzyczał, że w jego domu słychać było strzały. I że ktoś wymordował całą jego rodzinę. Ronald zabrał niewielką grupkę ludzi i wszyscy ruszyli na 112 Ocean Avenue. Gdy weszli do domu okazało się, że rodzice Ronalda naprawdę nie żyją. Ludzie w panice zadzwonili na policję, a ta po przybyciu na miejsce przeszukała dom. Odkryto cztery inne ciała – rodzeństwo Ronalda DeFeo. Wszyscy zamordowani leżeli w łóżkach, z głowami skierowanymi w dół.

W trakcie dochodzenia udało się ustalić, że ofiary zostały zabite ok. 3:00 nad ranem przy użyciu karabinu Marlin 336C. Matka z ojcem otrzymali po dwa śmiertelne strzały, zaś rodzeństwo zastrzelono pojedynczymi kulami. Ronald był jedynym członkiem rodziny, który przeżył. Policja zabrała go na komisariat, by zapewnić Ronaldowi bezpieczeństwo. Chłopak twierdził bowiem, że jego rodzinę zamordował płatny włoski zabójca, niejaki Louis Falini. Louis posiadał jednak niepodważalne alibi. Potwierdzało ono, iż domniemany morderca był tej nocy poza miastem. Ronald nie mógł już dłużej kłamać. Przyznał się policjantom, że to on zastrzelił rodzinę: „Kiedy zacząłem, nie mogłem przestać. Poszło tak szybko”.

Ronald DeFeo wyznał śledczym, że 10 dni przed morderstwem ojciec rozbił mu na głowie kij od szczotki do czyszczenia basenu. Matka tradycyjnie nie stanęła w jego obronie, a wręcz zaczęła się śmiać z syna i kibicować mężowi. Ronald zaczął wtedy obawiać się, że następnym razem ojciec go zabije. Postanowił więc, że to on pierwszy odbierze życie ojcu.

Ronald De Feo był chory psychicznie podobnie, jak Ed Gein. Za pomocą karabinu zastrzelił rodziców oraz rodzeństwo, gdy ci spali spokojnie w swoich łóżkach. Ronald zamordował matkę, ojca, braci i siostry w zaledwie kwadrans. Potem wziął kąpiel, pozbył się dowodów zbrodni (wrzucił je do kanalizacji) i poszedł do pracy. Po powrocie spędził dzień z przyjaciółmi. Próbował zdobyć alibi zwierzając się znajomym, że nie może skontaktować się z rodziną. Ok. godziny 18:00 Ronald zadzwonił do swojego przyjaciela. Udając zaskoczonego powiadomił go, że ktoś włamał się do domu i zamordował jego rodzinę. Później popędził do lokalnego baru.

Proces Ronalda De Feo

Obrońcą Ronalda był William Weber. W sądzie tłumaczył, że De Feo jest chory psychicznie, przez co nieświadomie zabił rodzinę. Ronald potwierdził jego słowa mówiąc, że w dzień morderstwa słyszał głosy spiskującej przeciwko niemu rodziny. Właśnie dlatego postanowił się obronić i wszystkich zabić. Psychiatra Daniel Schwartz poparł Williama Webera potwierdzając, że Ronald jest chory psychicznie i zabijał nieświadomie. Psychiatra oskarżający (dr Harold Zolan) utrzymywał jednak, że Ronald DeFeo zamordował rodzinę z pełną świadomością. Ciężko uwierzyć jednak w słowa dr Zolana. Zwłaszcza, że Ronald był uzależniony od narkotyków, przez co miał silne zaburzenia psychiczne i omamy. Ponoć odizolował się od świata na kilka miesięcy przed popełnieniem morderstwa. Pił wtedy alkohol, zażywał narkotyki i nie wychodził z transu.

Dnia 21 listopada 1975 roku uznano Ronalda za winnego zamordowania sześciu osób. W związku z tym skazano go na sześć wyroków 25-letniego dożywocia. Morderca swoją karę odbywał w zakładzie karnym Sullivan (Fallsburg, Nowy Jork). Często odwoływał się od wyroku i wnioskował do komisji w sprawie zwolnienia warunkowego. Wszystkie prośby Ronalda zostały jednak odrzucone. Masowy morderca zmarł 12 marca 2021 roku w wieku 69 lat. Historia DeFeo tak bardzo zaciekawiła świat literatury i kina, że na jej podstawie napisano liczne książki, a także nakręcono wiele filmów. Ronald z całą pewnością nie przypuszczał, że dzięki morderstwom stanie się kimś sławnym – zupełnie, jak Ed i Lorraine Warren albo Anneliese Michel.

Historia zabójcy z Amityville, która wstrząsnęła światem

Największe kontrowersje wokół morderstwa

W trakcie śledztwa okazało się, że ofiary nie walczyły z zabójcą. Na miejscu zbrodni znaleziono dowody podania środków uspokajających wszystkim członkom rodziny. Ronald przyznał się do tego, iż rzeczywiście nafaszerował rodzinę narkotykami. Sekcja zwłok wskazała jednak na to, iż w ciałach zamordowanych wcale nie było śladów toksycznych substancji. Po której stronie leżała zatem prawda? Kolejną dziwną sprawą było iż karabin, którym Ronald zabił swoich bliskich, nie był wyposażony w tłumik wygłuszający strzały. Mimo to, sąsiedzi nic nie słyszeli.

Długo zastanawiano się nad tym, jaki był motyw zabójstw w Amityville. Niestabilna relacja Ronalda z ojcem? A może fakt, że w trakcie przesłuchań Ronald zapytał śledczych, jak może odebrać ubezpieczenie za śmierć rodziny? Właśnie to pytanie skłoniło prokuraturę do zasugerowania, że Ronald DeFeo chciał ściągnąć należności z polis ubezpieczeniowych na życie członków rodziny. Ronald sugerował jednak zupełnie inne motywy, jak np. strach rodziny przed gangsterem – wujkiem Pete DeFeo.

Nawiedzony dom w Amityville
Nawiedzony dom w Amityvillle - fot. domena publiczna

W 1990 roku Ronald DeFao złożył aż 440 wniosków o skrócenie wyroku. Pisał w nich między innymi, że to jego siostra zabiła tatę, a matka w rozpaczy zamordowała wszystkie dzieci – oprócz Ronalda, którego akurat nie było w domu. Później matka sama się zastrzeliła. Ronald postanowił przyjąć winę na siebie – głównie by nie wydało się, że rodzina ma powiązania mafijne. Ciągle wymyślał inne, zupełnie irracjonalne wersje wydarzeń, które miały oczyścić go z zarzutów. Ronald nie posiadał jednak żadnych potwierdzających swoje słowa dowodów.

Spotkanie z Riciem Osuna

Dnia 30 listopada 2000 roku Ronald DeFeo spotkał się z Riciem Osuma, przyszłym autorem książki The Night the DeFeos Died (wydana została w 2002 roku). Mężczyźni rozmawiali ze sobą ok. 6 godzin, a przynajmniej tak twierdził Osuna. DeFeo stanowczo zaprzeczał temu mówiąc, że nie przekazał Ricowi żadnych cennych informacji do wykorzystania w książce. Ponoć od razu wyszedł, nie rozmawiając z gościem o niczym ważnym.

Według Osuny Ronald przyznał się mu, że popełnił morderstwo razem z siostrą Dawn oraz ich przyjaciółmi. Ponoć byli zdesperowani po kolejnej kłótni z ojcem, który tym razem zagroził że ich zabije. Rodzeństwo bardzo poważnie potraktowało słowa taty. Zaplanowali morderstwo rodziców, a następnie faktycznie ich zabili. Dawn zamordowała też resztę rodzeństwa – by pozbyć się świadków. Gdy Ronald odkrył, co zrobiła siostra, strzelił jej w głowę. Być może była to prawda. Zwłaszcza, że pierwszy raport policyjny z miejsca zbrodni zawierał informacje o śladach prochu na koszuli nocnej Dawn. Porzucono jednak ten wątek, gdy Ronald przyznał się do winy.

Ronald DeFeo – zabójca w kulturze popularnej

Ronald DeFeo i jego zbrodnie stały się inspiracją do napisania wielu książek, a także nakręcenia serii horrorów o Amityville. Dokonane przez Ronalda morderstwa okazały się doskonałym tłem dla wielu historii, przedstawionych później w literaturze i filmie. Głównym miejscem fabuły każdego horroru, który oparty jest na historii Ronalda De Feo, zawsze jest nawiedzony dom w Amityville. Każda rodzina wprowadzająca się do tego domu mierzy się z duchami, które nawiedzają ów miejsce. Są to oczywiście duchy zmarłych, którzy zostali zamordowani w słynnym domu.

Wiele osób uważa Ronalda za osobę chorą psychicznie, a nawet opętaną przed demona – tak też sugerują niektóre filmy o Amityville. Jednak czy to nie bijący ojciec i milcząca matka przyczynili się do jego cierpienia? Czy to nie oni popchnęli własne dziecko w sidła zła? Ronald DeFeo dorastał w rodzinie mafijnej, więc przemoc była tam na porządku dziennym. Nie miało tu miejsce żadne opętanie. Zbrodnia była prawdopodobnie wynikiem dorastania Ronalda w wieloletniej przemocy domowej, alkoholizmie i narkomanii.

W dalszym ciągu pozostaje wiele pytań, które licznie kłębią się w głowie. Dlaczego nikt nie walczył z Ronaldem? Jaki był motyw morderstwa? Nikt z sąsiadów naprawdę nie słyszał hałasów? Czy tej zbrodni dało się jakoś zapobiec? Z całą pewnością już nigdy się tego nie dowiemy. Pozostaje nam tylko snuć domysły.

Autor: Paulina Zambrzycka

Bibliografia:

  1. Jay Anson: Amityville Horror, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2019
  2. Stephen J. Giannangelo, Jarosław Groth (tłum.):Psychopatologia seryjnego morderstwa, Wydawnictwo Jeżeli P to Q, Poznań 2007
  3. Jackie Barrett: The Devil I Know. My Haunting Journey with Ronnie DeFeo and the True Story of the Amityville Murders, Wydawnictwo Berkley Books, Nowy Jork 2012
ikona podziel się Przekaż dalej