Głośny romans, miłość i zabójstwo. Fani nadal tęsknią za Andrzejem Zauchą

Andrzej Zaucha w 1991 roku
Andrzej Zaucha w 1991 roku - fot. z archiwum prywatnego lic. CC BY-SA 4.0, fot. Małgorzata i Tomasz Bogdanowiczowie
ikona podziel się
Opublikowano: 05.04.2024 r., 13:15
Życie Andrzeja Zauchy wygląda raczej na filmowy scenariusz niż na historię, która wydarzyła się naprawdę. A już szczególnie jego śmierć, która przypomina tragiczne zakończenie burzliwego romansu. Swoją wielką karierę zakończył w wieku 42 lat, pozostawiając ogromny niedosyt i żal w sercach swoich fanów.

„Talent rodem gdzieś z Harlemu”

Andrzej Zaucha jest uznawany za jednego z najlepszych polskich wokalistów. Jego silny, jazzowy głos niósł się w wyszukanych frazach. Do tej pory jego utwory są grane przez czołowych polskich artystów, jako hołd dla jego talentu i zdolności.

Aż trudno uwierzyć, że Zaucha był samoukiem. Niepowtarzalny baryton, słuch absolutny, wyjątkowe wyczucie stylu – tego mogą zazdrościć mu piosenkarze wszystkich pokoleń. Jego najpiękniejsze piosenki – „Bądź moim natchnieniem”, „Byłaś serca biciem”, „Magia to ja” ciągle są odsłuchiwane.

Zaucha debiutował w zespole Dżamble. W 1969 roku grupa pojawiła się na festiwalu Jazz nad Odrą, na którym zwyciężyli. W tym samym roku zagrali na Jazz Jamboree. Rok później wyszedł ich debitancki album zatytułowany „Wołanie o słońce nad światem”. Płytę przyjęto bardzo dobrze. Zaucha próbował stworzyć nowy styl w muzyce, który krytycy określili czymś pomiędzy jazzem a muzyką rozrywkową. Andrzej Sikorowski mówił o nim, że "jego talent był rodem gdzieś z Harlemu".

„Ja jestem facet, co w saksofon dmie”

Zespól Dżamble nie przetrwał próby czasu i problemów finansowych. Zaucha dołączył do zespołu Anawa, gdzie zastępował Marka Grechutę. To doświadczenie zmieniło jego sposób pracy: „Bardzo sobie to miło wspominam. Po chaotycznej pracy w Dżamblach, ten zespół dał mi możliwość nauczenia się poprawnego śpiewania po polsku” – powiedział w wywiadzie dla Polskiego Radia.

Jednak dopiero solowa kariera w latach 80 dała Zausze prawdziwą popularność. Współpracował z

Jednak dopiero solowa kariera w latach 80. dała Zausze prawdziwą popularność. Współpracował z czołowymi muzykami i kompozytorami. Jeździł po całej Polsce z koncertami, na które przychodziło coraz więcej osób. Od 1985 roku występował na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, na którym zdobywał laury.

Pod koniec lat 80. Zaucha próbował także swoich sił w aktorstwie. Działał jako komik i występował w teatrze. Wydawało by się, że jego kariera dopiero się rozkręca. Jednak końcówka poprzedniej epoki przyniosła mu tylko dużo bólu i cierpienia, kiedy w 1989 roku zmarła jego żona.

„Byłaś serca biciem”

Poznali się w jednej z krakowskich dyskotek jeszcze w latach 70. Elżbieta i Andrzej byli po prostu przekonani, że łączy ich prawdziwe przeznaczenie. Mimo młodego wieku postanowili się pobrać, a niebawem na świat przyszła ich jedyna córka, Agnieszka. Początkowo prowadzili spokojne życie, a ich córka w wywiadach przyznała, że byli szczęśliwym małżeństwem.

Zaucha był wpatrzony w swoją żonę jak w obrazek. U szczytu popularności był otoczony fankami, ale muzyk był wierny swojej żonie i zawsze wracał do niej, do domu. Prawdopodobnie właśnie dla niej śpiewał piosenkę „Byłaś serca biciem” Zbigniewa Książyka ze słowami Wojciecha Młynarskiego. Często rodzina towarzyszyła mu w czasie wyjazdów i tras koncertowych.

Sielankę rodziny przerwała choroba i śmierć Elżbiety Zauchy. Latem 1989 roku kobieta zmarła wskutek udaru mózgu. Osierociła córkę, która miała wtedy 15 lat. Dla Andrzeja to był cios i przez wiele miesięcy nie mógł się pozbierać po stracie żony. Prawdopodobnie cierpiał wtedy na silną depresję, z której pomogła mu się wydostać świadomość, że ma córkę, dla której musi żyć.

Andrzej Zaucha z żoną Elżbietą
Andrzej Zaucha z żoną Elżbietą - fot. lic. CC BY-SA 4.0, fot. Zygmunt Put Zetpe0202

Romans z aktorką

Po śmierci żony Andrzej chciał porzucić karierę artystyczna, jednak przyjaciele przekonywali go, że oddanie się pracy może być najlepszym remedium. I faktycznie tak było. W latach 1988-1991 Andrzej Zaucha rzucił się w wir zajęć. Wydał płytę solową zatytułowaną po prostu „Andrzej Zaucha”, pracował też w Teatrze STU.

To tam, podczas prób do opery „Kur zapiał” poznał Zuzannę Leśniak. 23-letnia aktorka zauroczyła muzyka. Kompletnie stracił dla niej głowę i nawiązali ze sobą romans. Zuzanna była zafascynowana starszym, znanym muzykiem i nawiązała serdeczną relację z jego córką. Wydawałoby się, że to czas na happy end, ale szczęśliwe zakończenia nigdy nie są proste.

Zuzanna była mężatką. Ciągle obiecywała, że rozwiedzie się z mężem, jednak mijały miesiące i nic się nie zmieniało. Pewnego dnia, w 1991 roku mąż kobiety, francuski reżyser Yves Goulais nakrył ich w łóżku.

Zuzanna obiecywała mężowi, że zakończy relację z Zauchą. Jednak on, jak powiedział wiele lat później w wywiadach, wiedział, że to nie jest prawda. Yves był bardzo zakochany w swojej młodej, pięknej żonie. Był też bardzo zazdrosny, a emocje doprowadziły go do tego, by grozić Zausze.

Mężczyźni rozmawiali przez telefon kilkukrotnie. Jak Goulais powiedział w wywiadzie dla TVP: „Zaucha śmiał się i pytał mnie w rozmowie telefonicznej, czy chcę go zabić. W jego głosie wyczułem niedowierzanie”. Dlatego reżyser postanowił się zemścić.

Podwójna śmierć pod teatrem

10 października 1991 roku Andrzej Zaucha występował w teatrze STU w przedstawieniu „Pan Twardowski”. Po zakończonym przedstawieniu razem z Zuzanną wyszli na parking, by wrócić do domu. Jednak koło samochodu muzyka czekał Yves Goulais.

Jak wyznał w wywiadzie dla TVP, kupił broń, bo chciał się zabić. Postanowił tego nie zrobić, ponieważ jego nienawiść do Zauchy była silniejsza. Dlatego zaczaił się na parkingu. Pierwsza zauważyła go Zuzanna, zaczęła iść w jego stronę, ale mąż ją odepchnął. Wystrzelił w stronę kochanka żony dziewięć razy.

Następnie wsiadł do samochodu i odjechał. Kiedy zauważył radiowóz, zatrzymał się, opowiedział co się stało i oddał się w ręce policji. W czasie przesłuchań dowiedział się, że tego wieczora zabił dwie osoby: Andrzeja Zauchę i Zuzannę Leśniak, własną żonę.

Goulais zarzekał się, że nie celował do żony i została trafiona przypadkowo. Po postrzale kobieta jeszcze żyła, została przewieziona do szpitala. Mimo prób lekarzy, zmarła na stole operacyjnym. Andrzej został trafiony kilka razy. Zmarł na miejscu.

Źródła:

  • https://kultura.onet.pl/muzyka/wywiady-i-artykuly/andrzej-zaucha-zginal-z-rak-meza-kochanki-zabojca-strzelil-dziewiec-razy/sl12se2
  • https://www.polskieradio.pl/39/156/artykul/2380730,andrzej-zaucha-zginal-z-reki-zazdrosnego-meza
  • Archiwalne wydanie wiadomości z 11.10.1991 r.: https://www.youtube.com/watch?v=RPKGESTUToM&t=5s
ikona podziel się Przekaż dalej

Zobacz podobne newsy

Zobacz podobne artykuły

Skomentuj
Załóż kontoużytkownika
  • Komentuj pod własnym nickiem
  • Otrzymuj powiadomieniach o odpowiedziach na Twoje komentarze
Załóż konto