Spotkajmy się przy trzepaku – na zabawę i nie tylko

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku podwórkowy trzepak stanowił prawdziwe centrum życia towarzyskiego. Po skończonych lekcjach spotykali się przy nim i starsi, i młodsi, by wymienić się najświeższymi wieściami, zasięgnąć rady w ważnych dla siebie sprawach lub porozmawiać z sympatią. To właśnie przy trzepaku zawiązywały się przyjaźnie, czasem na całe życie. Zabawy na tym przyrządzie, wyposażonym w dwie metalowe rurki, wymagały zręczności i odwagi.

Najpopularniejszym zajęciem, któremu oddawały się głównie dziewczynki, były fikołki. Można je było wykonać do przodu lub do tyłu, na dolnej lub górnej poprzeczce. Dla bardziej zaawansowanych podwórkowych akrobatów niestraszne było wiszenie z głową w dół, bez pomocy rąk. Mniej odważni zadowalali się utrzymaniem na poprzeczce przy pomocy rąk i nóg, co umożliwiało przesuwanie się na całej jej długości. Zabawa nie należała do najbezpieczniejszych, ale rzadko dochodziło do potłuczeń, a dorośli, zajęci swoimi sprawami, nie ingerowali w zabawy swoich pociech.

Chłopcy również wykorzystywali trzepak. Stanowił doskonałą bramkę, do której strzelano gole, w czasie podwórzowych futbolowych rozgrywek. Chociaż nie zawsze w użyciu była prawdziwa piłka, pomysłowość dzieci nie znała granic. Można było kopać szmaciankę, rozgrywając mecz na umownym boisku, w otoczeniu żywiołowych kibiców. Popularną zabawą, z użyciem piłki, była gra w dwa ognie. Uczestniczyli w niej zarówno chłopcy, jak i dziewczynki. Uczestnicy zabawy dzielili się na dwie grupy. Miejsce gry dzielono na dwie części, rysując kredą lub kawałkiem cegły umowną granicę między połówkami boiska. Po wyłonieniu drużyn wyznaczano matki – osoby stojące za przeciwną grupą. Zadanie graczy polegało na zbijaniu przeciwników, w czym pomagały matki, biorąc w ten sposób bawiące się dzieci w owe dwa ognie. Zadanie na należało do łatwych, zawodnicy unikali zbicia – skacząc, pochylając się i odskakując. Utrata zawodników, którzy po trafieniu piłką schodzili z boiska, oznaczała przegraną.

Tego rodzaju zabawy możemy zaobserwować także dzisiaj. Jednak zabawy z użyciem piłki rozgrywane są głównie na szkolnym boisku, w czasie lekcji wf-u.

Dzieci lubią skakać, czyli guma w roli głównej

Wystarczyła zwykła guma, nabyta w pasmanterii, której końce zawiązywano, by można było rozciągnąć ją pomiędzy dwiema osobami, ewentualnie przełożyć ją między nogami krzesła, podwórkowej ławki lub umocować do trzepaka. Do gry w gumę zwykle przystępowały trzy osoby, ale mogło w niej uczestniczyć więcej dzieci, które grały parami, cierpliwie oczekując na swoją kolej i wymieniając się miejscami, w razie nieudanego skoku, tzw. skuchy.

Gumę zakładano na kostki nóg, stopniowo podnosząc ją wyżej – aż do szyi. Dzieci ćwiczyły skoczność, jednocześnie zapamiętując skomplikowane układy i radząc sobie z ze zmienną szerokością, na jakiej rozciągano gumę – na rozszerzonych nogach, ustawionych w pozycji na baczność lub na jednej nodze. Grano w dziesiątki,powtarzając poszczególne skoki, w różnych konfiguracjach, od jedynek. Gracz, który popełnił błąd, mógł liczyć na wybawienie, jeśli partner wykonał poprawnie nieudany skok. W razie błędu, o co nie był trudno, gdy guma znajdowała się na wysokości ud lub pach, gracze wymieniali się miejscami i grę zaczynała dwójka, trzymająca do tej pory gumę.

Skoczności i dobrej kondycji wymagała także zabawa z użyciem skakanki. Bawiono się, skacząc na lajkonika, na jednej nodze, obunóż lub na krzyżaka. Liczyło się, kto bezbłędnie wykona najwięcej skoków przez skakankę, skacząc do przodu i do tyłu. Zręczności i koncentracji wymagało przeskakiwanie przez kręcący się sznur, trzymany przez dwoje dzieci, ustawionych naprzeciwko siebie.

Wydaje się, że gra w gumę bezpowrotnie zniknęła z podwórek i szkolnych boisk. Nie widzimy również dzieci skaczących przez skakankę. Dawne ulubione zabawy czasem zyskują nowe życie, gdy dorośli, w umiejętny sposób, zachęcą współczesne dzieci do aktywnego wypoczynku, jak za czasów rodziców i dziadków. Sprawdź także ten artykuł z ciekawostkami, jak wychowywano dzieci w PRL, a jak dziś.

Gra w klasy – ulubiona zabawa kolejnych pokoleń

Dzieci uwielbiają rysować na ziemi, kreślić wzory patykiem na piasku lub tworzyć kolorowe rysunki kredą – na chodniku lub asfalcie. Zabawa w klasy, gra znana w różnych wariantach i pod różnymi nazwami, wymaga nakreślenia odpowiedniej figury. Do zabawy potrzebna jest kreda i kamyk. Najpopularniejszy układ, narysowany kredą, składa się z trzech kwadratów - jeden na drugim, nad nimi prostokąt, podzielony na dwie części, potem znowu kwadrat i na koniec – kolejny prostokąt. W sumie figura liczy 8 pól, na tyle dużych, by zmieścić obie stopy graczy. Każde pole otrzymuje swój numer – od jedynki do ósemki. Przyda się kolorowa kreda, by rysunek klas stał się barwny i wyrazisty.

Zasady zabawy są proste. Dziecko staje naprzeciwko narysowanych kwadratów. Stara się wrzucić kamyk na pierwsze pole. Nie jest to łatwe. Kamyk często ląduje na linii, poza rysunkiem lub na wyższych kwadratach. Jeśli operacja się powiedzie, gracz wskakuje obunóż lub na jednej nodze na pole, podnosi kamyk i zalicza następną klasę. Nadepnięcie na linię oznacza skuchę. Do gry przystępuje następne dziecko. Zwycięża ten uczestnik, który najszybciej ukończy wszystkie klasy.

Popularna gra doczekała się wielu wariantów. Dzieci grają w chłopka, skaczą na ślimaku, zaliczają pola grzyba lub nieba i piekła. Zabawa sprawia dzieciom wiele radości. Rysują kolorową kredą, głośno wyrażają swoje emocje. Zabawa w klasy to możliwość przebywania na powietrzu, z rówieśnikami. Gra pozytywnie wpływa na rozwój dzieci, rozwija wyobraźnię, uczy rywalizacji fair play i wzmacnia relacje ze współgraczami. Dzieci rozwijają przy tym zmysł równowagi, zdolność koncentracji i zapamiętywania obowiązujących w zabawie reguł.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny