Historia domu w Jaśkowicach pod Byczyną. Czy budynek jest nawiedzony?

Dom w Jaśkowicach – morderstwo, które wstrząsnęło okolicą

Do opuszczonych, nawiedzonych miejsc bardzo często nie jest łatwo się dostać. Po pierwsze, niektóre z nich są pilnie strzeżone. Po drugie, część z nich jest już w tak opłakanym stanie, że nie ma jak do nich wejść. A po trzecie, historie wielu z takich miejsc przerażają tak bardzo, że skutecznie odstraszają turystów. Niektórzy mimo wszystko lubią zaglądać do budynków, które były niegdyś świadkami dramatycznych historii. Jednym z najbardziej upiornych miejsc w Polsce zdecydowanie jest dom w Jaśkowicach – niewielkiej miejscowości w województwie opolskim. Tragedia, która się tu wydarzyła, na zawsze zapadła w pamięć mieszkańcom Jaśkowic.

Wchodząc na cmentarz katolicki w Byczynie nie sposób nie zauważyć starej, zniszczonej bramy. Właśnie obok niej znaleźć można grób pewnego małżeństwa z Jaśkowic, które zostało w brutalny sposób zamordowane w 1947 roku. Mieszkańcy Jaśkowic mówią o tej zbrodni przyciszonymi głosami. Jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej, w małym domu w Jaśkowicach mieszkał Jan P. wraz z żoną Wiktorią. Z początku mężczyzna zamieszkiwał dom pod Olesnem, jednak zakochał się w Wiktorii i postanowił razem z kobietą przenieść się w inne miejsce. O własnych siłach wybudował dom na skraju Jaśkowic. To miała być wspólna oaza małżeństwa. Dom, w którym dożyją spokojnej starości.

2 października 1947 roku Wiktoria wybrała się do sąsiadki. Jej koleżanka gościła w tym czasie nieznajomego, który zatrzymał się u niej na kilka dni – szukał noclegu, bo nie miał się gdzie podziać. Tajemniczy mężczyzna podsłuchał rozmowę kobiet. Dowiedział się, że Wiktoria wraz z mężem mieszkają w domu nieopodal. Gdy nastała noc, nieznajomy wszedł okienkiem w warsztacie do domu małżeństwa, które było wówczas pogrążone we śnie. Zamordował Jana i Wiktorię siekierą, zostawiając ich leżących na łóżku. Okradł małżeństwo, zabrał z domu rower i fotografie rodzinne, a następnie uciekł.

Co stało się po dokonaniu straszliwej zbrodni w Jaśkowicach?

Tajemniczego mężczyznę zatrzymała w Polanowicach straż obywatelska, która zwróciła uwagę na dziwne zachowanie podejrzanego. Morderca wylądował na komisariacie w Byczynie. Ustalono następnie, iż mężczyzna uciekł z okolicznego więzienia – wylądował w nim wcześniej za kradzież różnych kosztowności mieszkańcom wsi Roszkowice. Milicjanci zainteresowali się zwłaszcza fotografiami małżeństwa, które posiadał przy sobie zatrzymany. Po przesłuchaniu podejrzanego, milicjanci wybrali się do domu w Jaśkowicach. Mężczyzna zarzekał się bowiem, że osoby na zdjęciu są jego rodziną, u której nocował. To, co milicjanci zobaczyli na miejscu sprawiło, że ugięły się pod nimi kolana. Leżące na łóżku ciała Jana i Wiktorii były w takim stanie, iż ciężko było zidentyfikować małżeństwo. Tajemniczego mordercę skazano na śmieć. Egzekucji dokonano w styczniu 1949 roku.

Co wydarzyło się później? Czy dom w Jaśkowicach od tamtej pory został opuszczony? Otóż nie, w domu brutalnie zamordowanego małżeństwa mieszkało później wiele osób. Żadnej rodzinie nie udało się jednak długo w nim wytrzymać. Wieczorami w sypialni pojawiały się bowiem sylwetki Jana i Wiktorii, którzy każdej nocy kładli się spać do swojego łóżka. W domu panował też przeraźliwy chłód, mimo ciągłego palenia w piecu. Każdego wieczora wyraźnie słychać było również jęki konającego małżeństwa. Nic dziwnego, że żadna rodzina nie dała rady wytrzymać dłużej w domu. Budynek od wielu lat wystawiony jest na sprzedaż. Nikt jednak nie interesuje się kupnem opuszczonego, nawiedzonego domu. Mimo, iż straszliwej zbrodni dokonano tu ponad pół wieku temu, dom nadal stoi opustoszały i przerażający.

Pechowe Jaśkowice? Zobacz, co na przestrzeni lat działo się w okolicach opolskiego miasteczka

Okrutne morderstwa hitlerowskich zbrodniarzy

Gdy wybuchła II wojna światowa, w okolicy Jaśkowic dochodziło do ogromnej ilości morderstw, które hitlerowcy popełniali na miejscowych dzieciach. Zanim Niemcy wtargnęli jednak do wsi, wśród ludzi wybuchła ogromna panika. Wszyscy byli przerażeni opowieściami o okrutnych hitlerowcach, którzy zabijali dzieci oraz sprzeciwiających się Niemcom dorosłych ludzi. Mieszkańcy okolicznych wsi rozpowiadali między sobą, że hitlerowcy zabijają dzieci na oczach rodziców. Aby uniknąć podobnego losu, młode małżeństwa w panice zaczęły… mordować własne dzieci. Później popełniali samobójstwo, nie potrafiąc żyć dalej. Właśnie taka historia wydarzyła się niewielkim zagajniku w okolicy Byczyny.

W październiku 1939 roku niedaleko dzisiejszej Byczyny (w województwie opolskim) mieściła się wieś „Mrówka”. Mieszkała w niej pewna kobieta z trójką dzieci. Gdy pewnego ranka usłyszała głośne wystrzały dobiegające z pobliskiego lasu, ubrała w pidżamy swoje dzieci i wybiegła z nimi w pole. Pędziła w stronę Byczyny przypuszczając, że może nie zdążyć się ukryć. Nie chciała jednak pozwolić na to, by Niemcy urządzili sobie krwawą zabawę z udziałem jej dzieci. Po drodze trafiła na mały zagajnik. Właśnie tam wyciągnęła nóż i podcięła gardła swoim starszym dzieciom. Najmłodsze niemowlę wzięła zaś na ręce, a następnie powiesiła na szalu na najbliższym drzewie. Chwilę później popełniła samobójstwo, podcinając sobie żyły. Gdy po jakimś czasie jeden z miejscowych dokonał makabrycznego odkrycia w okolicy zagajnika, pochowano kobietę wraz z dziećmi właśnie w tym miejscu. Ich groby znajdują się tam ponoć do dziś – choć trzeba się dobrze naszukać, by na nie trafić.

Mieszkańcy Byczyny mówią, że każdego dnia w okolicy zagajnika spotkać można kobietę i jej dzieci. Zazwyczaj stoją jako duchy przy pobliskiej drodze, mając smutno zwieszone w dół głowy. Czasami zdarza się, że przebiegają drogę przejezdnym. W okolicy rozlega się też płacz dziecka, dobiegający z zagajnika. By uspokoić duchy, mieszkańcy Byczyny zostawiają czasami na skraju pola różne zabawki. Ponoć do dziś można znaleźć leżące tam w błocie, zniszczone fragmenty lalek. Jeśli szukasz więcej ciekawostek, sprawdź także ten artykuł na temat rzeźnika z Rostowa.

Spalenie czarownicy – postrach mieszkańców Byczyny

Czy w okolicach opolskich Jaśkowic i Byczyny wydarzyło się coś jeszcze? Okazuje się, że… tak. Zanim wybuchła II, a nawet I wojna światowa, na okolicznych terenach urządzono sobie polowanie na czarownicę. W XV wieku między Byczyną a wioską Nasale spalono żywcem młodą kobietę. Uważano, że dziewczyna mieszkająca z mamą przy dzisiejszej ul. Floriańskiej w Byczynie jest… czarownicą. Nigdy nie udało się ustalić pochodzenia młodej kobiety. Wiadomo było jednak, że dorabiała jako służąca i była wyjątkowo urodziwą damą. To właśnie uroda dziewczyny przysporzyła jej kłopotów. Starsza pani, dla której pracowała dziewczyna, posądziła ją bowiem o zaczarowanie jej męża – mężczyzna bowiem zakochał się w służącej. Młodą i niewinną kobietę uznano za czarownicę, która rzuca miłosne czary na okolicznych mężczyzn. Skazano ją zatem na spalenie żywcem na stosie. Proces odbył się na pobliskim wzgórzu. Czarownicę przewieziono tam w klatce, by nie miała możliwości ucieczki.

Zanim dziewczyna spłonęła jednak na oczach całej wsi zdążyła wykrzyczeć, iż powróci. Właśnie dlatego na wzgórzu stoi krzyż, który blokuje diabelską moc i klątwę czarownicy. W okolicy krzyża ponoć do dziś słychać niepokojący szmer drzew i jęki, które wydobywają się spod ziemi. Byczyńska legenda głosi zaś, że gdyby krzyż ten został zniszczony lub upadł, spalona na stosie kobieta z całą pewnością wróciłaby do miasta.

Autor: Paulina Zambrzycka

Bibliografia:

  1. Kidger Rebecca E.: Duchy. Historie o nawiedzonych miejscach i ludziach, Wydawnictwo Rea, Konstancin-Jeziorna 2012
  2. Robert David Chase: Nawiedzenia. Historie prawdziwe, Wydawnictwo Replika, Poznań 2019
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 100,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny