Tragedia w biały dzień

Denise i jej rodzina


Denise urodziła się 26 października 2000 r. w małżeństwie Piery Maggio i Tony’ego Pipitone (we Włoszech kobiety zachowują panieńskie nazwisko). Dziewczynka mieszkała wraz z rodzicami i starszym bratem Kevinem w miejscowości Mazara del Vallo (Sycylia, Włochy), liczącym sobie w tamtym czasie około 50 tys mieszkańców.

Miasteczko było niewielkie, wszyscy się w nim znali, albo wręcz byli ze sobą w jakiś sposób spokrewnieni. Dom rodziny Pipitone znajdował się przy via Domenico Labruna. Były to spokojne, mało ruchliwe, robotnicze przedmieścia, pokryte niską zabudową. W bezpośredniej okolicy mieszkały siostry matki dziewczynki oraz jej dziadkowie.

Góra 5 minut…

1 września 2004 r. w Mazara del Vallo odbywał się targ. Piera Maggio zostawiła Denise pod opieką babci, a sama udała się w tym czasie na kurs komputerowy. Około godziny 12:00 dziewczynka wyszła przed dom, aby się pobawić. Robiła tak już wiele razy i nigdy nie przytrafiło się jej nic złego. Opiekunka dziewczynki - Francesca Randazzo - musiała się zająć przygotowywaniem obiadu. Na chwilę spuściła dziecko z oka i poszła do kuchni.

Kobieta była przekonana, że nie minęło więcej, niż 5 minut, zanim nie podeszła do okna, aby zerknąć na wnuczkę. Tyle wystarczyło, żeby czterolatka wyparowała. Przerażona kobieta natychmiast wybiegła na ulicę. W panice sprawdziła teren wokół domu, ale dziewczynki nigdzie nie było. Francesca udała się więc do sąsiadów, a następnie obeszła mieszkania najbliższej rodziny w nadziei, że ktoś widział Denise. Jej wysiłki spełzły na niczym.

Alarm

Około godziny 13:00 jeden z dorosłych kuzynów dziewczynki zgłosił jej zaginięcie. Policja, straż pożarna i karabinierzy natychmiast wzięli się do pracy. Najpierw przeszukali teren pobliskiego cmentarza, a następnie bliższą i dalszą okolicę. W akcję zaangażowano psy tropiące, helikoptery oraz całe mnóstwo wolontariuszy. Ratownicy zaglądali do pustostanów, studni artezyjskich, kamieniołomów, a nawet jaskiń.

W okolicy godziny 23:00 ktoś ogłosił, że Denise odnalazła się na cmentarzu. Niestety, był to fałszywy alarm. W wyniku tego zdarzenia jedna z ciotek zaginionej czterolatki trafiła do szpitala z podejrzeniem ataku serca. Podobne zgłoszenia pojawiały się w późniejszym czasie jeszcze wiele razy, dając fałszywą nadzieję nie tylko rodzinie, ale również śledczym. W końcu funkcjonariusze porzucili hipotezę zaginięcia na rzecz podejrzenia porwania przez nieznanego sprawcę. Podjęli decyzję na podstawie dwóch przesłanek. Po pierwsze: według słów rodziców dziecko nigdy nie oddalało się samo od domu. Po drugie: nawet gdyby zabłądziło, to znało adres zamieszkania i potrafiłoby zapytać przygodnego przechodnia o drogę.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

W dniu zaginięcia Denise około 300 m. od jej domu odbywał się targ. Śledczy przesłuchali biorących w nim udział sprzedawców, ale żaden z nich nie widział błąkającej się wśród straganów czterolatki. Następnie złożyli wizyty kilku mężczyznom, którzy mieli na swoich kontach sprawy związane z wykorzystywaniem dzieci. Każdy z nich miał żelazne alibi.

Zrozpaczeni rodzice zaczęli pojawiać się w mediach. Tony Pipitone przekonywał w wywiadach, że jego rodzina nie wyróżniała się niczym szczególnym. Piera Maggio z kolei błagała domniemanego porywacza, aby po prostu oddał jej dziecko. Babcia, pod opieką której przebywała Denise, nie mogła sobie darować niefrasobliwego zachowania. Obwiniała się za rodzinną tragedię. Gotowałam soczewicę i nie myślałam o tym, by patrzeć na wnuczkę. Nakryłam do stołu. Sprawdzałam makaron i nagle przypomniałam sobie o dziecku. Poszłam, by je zawołać, ale już go nie było - mówiła.

Burmistrz Mazara del Vallo przekonywał, że rodzice dziewczynki byli przykładnymi obywatelami, którzy ciężko pracowali, żyli ze wszystkimi w zgodzie i nie mieli żadnych wrogów. Nie posiadali również majątku, z którego mogliby zapłacić ewentualny okup. Mężczyzna nie mógł zrozumieć, dlaczego ktoś miałby ich tak okrutnie skrzywdzić.

Dochodzenie do prawdy

Spekulacje

Śledczy gruntownie przesłuchali nie tylko rodziców i dziadków, ale również ciotki i kuzynów Denise. Przeszukali mieszkania wszystkich zamieszanych w sprawę osób, aby sprawdzić, czy dziecko nie zamknęło się przez przypadek w jakiejś komórce czy szafie. Na próżno.

3 września pani Maggio zdradziła dziennikarzom, iż podejrzewa, że jej dziecko zostało porwane przez kogoś z rodziny. Motywem tego działania miała być chęć zemsty za osobiste urazy. Kobieta przekazała swoje podejrzenia karabinierom, którzy postanowili podążyć tym tropem. Niedługo później Piera założyła stronę internetową poświęconą zniknięciu córki.

Nieoczekiwana zmiana

Funkcjonariusze po raz kolejny wezwali na przesłuchanie wszystkich zainteresowanych. Przyciśnięta do muru Francesca przyznała, że poprzednim razem nie powiedziała całej prawdy. Otóż w dniu zaginięcia Denise nie bawiła się pod domem przy via Domenico Labruna, ale biegała po dużo bardziej ruchliwej via Collodi. Dziecku towarzyszył czteroletni kuzyn. Wesołą gromadkę nadzorowała z balkonu ciotka dziewczynki.

Kiedy kobieta zawołała maluchy do domu, chłopiec wbiegł do środka jako pierwszy. Następnie - zapewne dla żartu - zamknął drzwi od wewnątrz. Denise została na ulicy, gdzie po chwili spotkała kolejnego kuzyna, który szedł po chleb do piekarni. Matka chłopca potwierdziła, że widziała dziewczynkę w jego towarzystwie. Jej późniejsze losy pozostały nieznane

W związku z tymi zmianami policjanci wznowili poszukiwania, tym razem w okolicach via Collodi. Funkcjonariusze raz jeszcze zajrzeli do najmniejszej nawet dziury, przeczesali również teren portu. Cały ten wysiłek nie przyniósł jednak żadnych rezultatów. Pozostało jedynie rozgoryczenie z powodu straconego wcześniej czasu. A może zainteresuje cię także ten artykuł na temat sprawy potwora z Florencji?

Rodzinne brudy

W ciągu najbliższych tygodni i miesięcy śledczy sprawdzali napływające z całego kraju tropy. Zgłoszeń było całe mnóstwo. Pewien pilot samolotu pasażerskiego wyznał, że widział Denise na pokładzie maszyny lecącej do Rzymu. Ktoś inny wskazywał na możliwość porwania przez pedofila. Rozpatrzono również hipotezę uprowadzenia dziecka przez mieszkających w Mazara dell Vallo Romów.

Jak bumerang wracała również  kwestia rodzinna. W niewielkim sycylijskim miasteczku od dawna panowało przekonanie, że Denise nie była biologicznym dzieckiem Tony’ego Pipitone. Spekulowano, że jej prawdziwym ojcem jest kierowca autobusu - Pietro Pulizzi. W 1999 r. matka dziewczynki poznała najpierw Annę Coronę, żonę Pietra, a potem i jego samego. Między tą dwójką nawiązał się romans. Tony pracował w tym czasie w Niemczech. Rok później pani Maggio urodziła córkę, podejrzanie podobną do męża Anny.

Matka Denise przyznała śledczym, że podejrzenia wścibskich sąsiadów są jak najbardziej prawdziwe. Dziewczynka była faktycznie córką Pietra, ale Tony nie był tego świadomy. Kochał i wychowywał dziecko jak własne, dał mu również swoje nazwisko.  Wkrótce po narodzinach dziewczynki małżeństwo Pulizziego i Corony rozpadło się. Nastoletnie córki pary - Jessica i Alice - winą za zniszczenie rodziny obarczyły Pierę i swoją malutką, przyrodnią siostrę.

Mama zabiła Denise

Piera Maggio zażądała od śledczych przeszukania mieszkania Anny Corony. Była przekonana, że to właśnie ona porwała i zabiła Denise w akcie zemsty za odbicie jej męża. Podejrzana nie wpuściła funkcjonariuszy do domu. Zapytana o to, gdzie była w dniu zaginięcia dziecka, odparła, że pracowała w pobliskim hotelu. Według zapisów w grafiku Anna skończyła tamtego dnia zmianę o 15:30.

Funkcjonariusze drążyli temat i wezwali na przesłuchanie jedną z córek kobiety - Jessicę. Dziewczyna stwierdziła, że w chwili porwania Denise była z siostrą na targu, ale nie potrafiła sobie przypomnieć szczegółów tej wycieczki. Aby zdobyć więcej dowodów, na telefonach wszystkich trzech kobiet zainstalowano podsłuch. W trakcie jednej z rozmów Jessica powiedziała do Alice: Kiedy byłyśmy w domu, mama zabiła Denise. A potem dodała: Nie wolno ci z nikim o tym rozmawiać.

Słowa wyjęte z kontekstu

Pietro i Piera (która w międzyczasie zażądała separacji z Tonym) wytoczyli cywilny proces Jessice. W trakcie rozpraw pani Maggio godzinami opowiadała o nienawiści, jaką oskarżona żywiła wobec niej i jej niewinnego dziecka. W kulminacyjnym momencie jednego z posiedzeń prawnik powódki pokazał podsądnej zdjęcie czterolatki. Spójrz na nią!- wrzeszczał. Jessica odwracała wzrok.

Wyrok był jednak korzystny dla dziewczyny. Sąd uznał ją za niewinną. Brak solidnego alibi oraz nagrania z podsłuchów ocenił jako “zbyt ogólnikowe” i “niezrozumiałe”. Rozgoryczona Piera napisała później na stronie internetowej poświęconej Denise: Należy się zastanowić, czy istnieje krzywda tak wielka, że można ją odkupić jedynie życiem dziecka. I tak - pośród roztropnej obojętności wielu - ci, którzy popełnili błąd, chodzą beztrosko po ulicach”.

Zawiedzione nadzieje

Romowie

18 października 2004 r. mężczyzna pracujący jako ochroniarz zauważył na jednej z mediolańskich ulic dziewczynkę łudząco podobną do Denise. Szła w towarzystwie grupy ludzi romskiego pochodzenia, w skład której wchodziły dwie kobiety, mężczyzna oraz blondwłose dziecko z akordeonem.  Świadek zdołał zatrzymać całą grupę i nagrać krótki filmik z udziałem dziewczynki. W jego trakcie słychać, jak czterolatka (nazywana przez wszystkich Danas) pyta jedną z kobiet, dokąd ją zabiera.

Karabinierzy pokazali nagranie Pierze Maggio - kobieta rozpoznała na nim swoją córkę. Nie dość, że była do niej podobna, to mówiła z mocnym, sycylijskim akcentem. Przez chwilę wszyscy cieszyli się, że Denise żyje i wkrótce zostanie sprowadzona do domu. Niestety, ani dziecka, ani towarzyszących mu wtedy osób, nigdy nie udało się odnaleźć. Stopniowo, z biegiem czasu, tajemnicza sprawa z Mazara del Vallo, zaczęła stygnąć.

Dziewczynka, której nie dało się odnaleźć

We wrześniu 2008 r. pewna włoska pielęgniarka zgłosiła policjantom, że w trakcie urlopu widziała Denise na greckiej wyspie Kos. Towarzyszyła jej kobieta albańskiego pochodzenia, podająca się za matkę. Dziecko, w przeciwieństwie do swojej opiekunki, biegle mówiło po włosku i było w wieku zaginionej dziewczynki. Tym razem udało się namierzyć Albankę i pobrać próbkę DNA od jej pociechy. Jego wynik był dla rodziny Pipitone rozczarowujący.

Pod koniec marca 2021 r. włoska telewizja wyemitowała program o zniknięciu dziecka z Mazara del Vallo. Do redakcji audycji zgłosiła się niejaka Olesya Rostova, dwudziestoośmioletnia rosyjska pielęgniarka, mieszkająca na stałe w Val Seriana. Kobieta utrzymywała, że jako mała dziewczynka została porwana przez Romów i oddana do domu dziecka, gdzie nadano jej nowe imię. Olesya, jakkolwiek podobna do Piery Maggio, nie była jednak z nią spokrewniona. Jej grupa krwi nie odpowiadała tej, którą posiadała Denise.

Denise, pamiętasz?

Rodzice Denise wciąż mają nadzieję, że ich córka się odnajdzie. Na stronie https://www.cerchiamodenise.it opublikowali zdjęcia dziecka po progresji wiekowej oraz niezwykle osobisty apel do zaginionej: Denise, jeśli przeglądasz tę stronę i rozpoznajesz siebie, jeśli jakieś zdjęcia  lub piosenki wydają ci się znajome, skontaktuj się z nami. Miłość jest nadzieją, a my w nią wierzymy… Z miłością czekamy na twój powrót!

W grudniu 2021 r. sąd w Marsali oficjalnie zamknął trwające 17 lat postępowanie w sprawie Denise Pipitone. Piera i Pietro wyrazili z tego powodu ubolewanie. Pragnęli, by śledztwo trwało nadal, ponieważ wciąż nie poznali prawdy o tym, co stało się z ich pociechą. Oboje nadal wierzą, że kiedyś - cała i zdrowa - wróci do domu.

Autor: Natalia Grochal

Źródła:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=dLLoi0nuXdE 
  2. https://en.wikipedia.org/wiki/Disappearance_of_Denise_Pipitone
  3. https://lifeinitaly.com/denise-pipitone-the-stages-of-mystery/
  4. https://www.reddit.com/r/UnresolvedMysteries/comments/mhuzv1/how_did_denise_pipitone_disappear_into_thin_air/
  5. https://www.cerchiamodenise.it/en/home
  6. https://www.reddit.com/r/UnresolvedMysteries/comments/mhuzv1/how_did_denise_pipitone_disappear_into_thin_air/
  7. https://pledgetimes.com/denise-pipitone-the-investigating-judge-of-marsala-has-decided-where-is-the-little-girl-today/
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0.0% czytelników artykuł okazał się być pomocny