Kim był Brandon Swanson?

Mężczyzna z ambicjami


Brandon Victor Swanson przyszedł na świat 30 stycznia 1989 r. jako pierwsze dziecko Anette i Briana. Wraz z rodzicami i młodszą siostrą mieszkał w niewielkim domku w mieście Marshall (Minnesota, USA). W 2007 roku ukończył Marshall High School, a następnie rozpoczął roczne studium poświęcone odnawialnym źródłom energii w Minnesota West Community and Technical College w Canby.

Wybór tego kierunku nie był przypadkowy. Nastolatek interesował się tematyką zanieczyszczenia klimatu i globalnego ocieplenia. Fascynowały go turbiny wiatrowe jako alternatywa dla tradycyjnych elektrowni węglowych. W przyszłości zamierzał kontynuować naukę w tym kierunku na Iowa Western Community College w Council Bluffs.

Rodzina, zasady

Brandon był wesołym i bardzo rodzinnym chłopcem. Uwielbiał spędzać czas z rodzicami i dziadkami. Chętnie pomagał przy domowych obowiązkach. Mógł godzinami siedzieć w garażu dłubiąc przy samochodach. Na pamiątkowych fotografiach dostępnych w Internecie uwagę przyciąga jego szeroki uśmiech i burza kręconych, ciemnych włosów.

Od najmłodszych lat starał się być niezależny. W tym celu jako nastolatek podjął pracę w lokalnym sklepie spożywczym, a później w piekarni. Posiadał mocny, wewnętrzny kodeks moralny. Jeden z jego przyjaciół powiedział: Nie było sensu wdawać się z Brandonem w dyskusje. Wygrywał wszystkie, dzięki rozległej wiedzy i zdolnościom oratorskim.

Interesował się polityką, historią i muzyką. Dużo czytał - pochłaniał książki z rozmaitych dziedzin, od fantastyki do inżynierii. Lubił także sport, chętnie kibicował lokalnej drużynie baseballowej - Minnesota Twins. Miał wielu przyjaciół i był powszechnie lubiany.

Impreza, która skończyła się źle

14 maja

14 maja wieczorem Brandon zamierzał świętować zakończenie roku akademickiego w towarzystwie znajomych. Chłopak opuścił dom ubrany w luźne, workowane spodnie dżinsowe i białą koszulkę z logo Minnesota Twins. Pojechał swoim zielonym Chevroletem Lumina do oddalonego o 14 km miasta Lynd, gdzie piątka jego kolegów organizowała domówkę. Miał przy sobie portfel z dokumentami, klucze i telefon komórkowy marki Motorola.

Według świadków impreza w Lynd nie była udana, określano ją raczej jako “drętwą”. Brandon wypił trochę alkoholu, ale nie wydawał się pijany. Między 22:30 a 23:00 świeżo upieczony absolwent  Minnesota West Community and Technical College wyszedł z imprezy i pojechał do kolegi mieszkającego w Canby (57 km od Lynd).

Tam również spotkał kilkoro świętujących znajomych. Brandon opróżnił w ich towarzystwie co najmniej jedną szklankę whisky, wciąż nie zdradzając objawów upojenia alkoholowego. W okolicach północy zdecydował, że chce wrócić do domu. Ponownie zasiadł za kółkiem zielonego Chevroleta i ruszył w drogę.

Trudna droga do domu

Swanson miał do pokonania około 48 km prostej, dość monotonnej trasy. Szosa, którą wybrał, biegła przez słabo zaludniony, pokryty polami obszar. Była to najłatwiejsza, choć nie najkrótsza droga. Gdyby mężczyzna uparł się na skrót, mógł skręcić w jedną z licznych “szutrówek”, biegnących pod kątem 45 stopni do głównej jezdni. Opcja ta niosła jednak za sobą ryzyko zabłądzenia w krajobrazie pozbawionym charakterystycznych punktów orientacyjnych.

Mimo tych niedogodności wiele wskazuje na to, że młody mężczyzna wybrał właśnie jazdę opłotkami. Być może chciał w ten sposób uniknąć ewentualnego zatrzymania przez policję. Ta opcja wymagała od Brandona nieustannego brania ciasnych zakrętów, co w ciemnościach nocy nie było łatwe. W pewnym momencie młody mężczyzna stracił panowanie nad kierownicą i wylądował w rowie.

Pomoc

Chłopak kilkukrotnie próbował wyjechać autem na drogę, jednak bez większego skutku. Chevrolet zahaczył podwoziem o krawędź rowu i utknął na dobre. Kierowca nie miał innego wyjścia, jak poprosić o pomoc. Najpierw wybrał numer jednego z kolegów, a potem drugiego, żaden jednak nie podniósł słuchawki. O 1:54 Brandon zadzwonił do rodziców. Nastolatek wytłumaczył Brianowi i Anette, że utknął na szutrówce między Marshall a Lynd i potrzebuje podwózki.

Państwo Swanson natychmiast wsiedli w swojego pickupa i ruszyli z odsieczą. Pomiędzy 1:54 a 2:17 wielokrotnie rozmawiali z Brandonem, chcąc ustalić dokładne miejsce wypadku. W jednej z tych rozmów chłopak doprecyzował, że stoi na drodze gruntowej, po lewej stronie drogi stanowej nr 53, przy polu golfowym.

Gdy Brian i Anette dotarli na miejsce, nigdzie nie mogli zlokalizować syna. Zaczęli błyskać światłami w nadziei, że dzięki temu chłopak (z którym cały czas byli w kontakcie telefonicznym) łatwiej ich odnajdzie. Zdziwiony Brandon stwierdził, że nie widzi żadnych świateł. Po chwili zaczął migać swoimi, których - z kolei - nie widzieli Swansonowie. Musicie być zupełnie gdzie indziej - stwierdził zirytowany nastolatek.

Złość

Zniechęcony i zniecierpliwiony Brandon o 2:17 zadzwonił ponownie do rodziców. Powiedział, że z miejsca, w którym stoi, widzi światła Lynd. Zaproponował, że pójdzie do miasta na piechotę i spotka się z nimi w knajpie o nazwie Lyndwood Tavern, którą cała trójka dobrze znała.

Noc z 14 na 15 maja była dość chłodna - temperatura wynosiła około 4 stopni Celsjusza, wiał wiatr, a niebo było bezchmurne. Marsz do Lynd nie powinien młodemu mężczyźnie zająć więcej, niż godzinę. O 2:23 Brandon zadzwonił do Briana mówiąc, gdzie jest. Najpierw szedł wzdłuż żwirowej drogi, a później skręcił, aby skrócić sobie trasę przez pola. Pokonał dwa ogrodzenia z drutu i zapewne znajdował się w pobliżu wody, bo słyszał jej szum.

Cholera! - doszło nagle do ucha Briana, po czym połączenie (które w sumie  trwało 47 minut) zostało przerwane. Czyżby Brandon upuścił telefon? Pan Swanson kilkukrotnie próbował się do niego dodzwonić, jednak bez rezultatu. Nastolatek nie pojawił się również w umówionym miejscu w Lynd. Zaniepokojony o los dziecka Brian zdecydował się działać na szerszą skalę.

Prawo do zniknięcia

Chevrolet

Nad ranem Swansonowie, w towarzystwie kolegów i znajomych Brandona, przeczesali okoliczne pola. O 6:30 zawiadomili o zniknięciu studenta lokalną policję. Funkcjonariusze z początku nie potraktowali sprawy poważnie. Argumentowali, że dziewiętnastoletni mężczyzna ma prawo raz na jakiś czas “zniknąć” z rodzinnego radaru, aby pożyć własnym życiem.

Oficjalne poszukiwania ruszyły dopiero w okolicach południa. Mimo drobiazgowego zlustrowania okolicy nie udało się odnaleźć ani Brandona, ani jego zielonego Chevroleta. Około 12:30 funkcjonariusze otrzymali raport od operatora telefonii komórkowej, z którego usług korzystał zaginiony chłopak.

Z dokumentu wynikało, że telefon nastolatka po raz ostatni logował się do wieży w Porter, około 32 kilometrów w linii prostej od Lynd. Skierowani w tamto miejsce funkcjonariusze odnaleźli leżącego w rowie Chevroleta. Chociaż auto nie było mocno zniszczone, to kierowca z pewnością nie mógł samodzielnie wyjechać nim na drogę. W środku nie odnaleziono śladów świadczących o tym, iż Brandon został ciężko ranny. Nie było również poszlak podpowiadających, w którą stronę poszedł. A może zainteresuje cię także ten artykuł na temat sprawy potwora z Florencji?

Yellow Medicine River

Rozpoczęto poszukiwania na szeroką skalę. Do akcji włączono jednostkę K9, helikoptery oraz setki wolontariuszy, którzy ciasną tyralierą przeczesywali pokrytą wysoką trawą okolice. Psy zlokalizowany zapach Brandona i zaprowadziły swoich opiekunów do oddalonej o 4 km Yellow Medicine River - (liczącej w tamtym czasie około 3 metry głębokości). Tam trop się urywał.

Przez bite trzy tygodnie błotnisty, gęsto porośnięty chwastami brzeg był przeszukiwany przez policjantów i ochotników, zarówno pieszo, konno, jak i na quadach. Nie znaleziono żadnych rzeczy osobistych Brandona (telefonu, portfela, dokumentów, okularów), ani też jego ciała, mimo rozmieszczenia na rzece łodzi, wyposażonych w specjalne siatki , przystosowane do zatrzymywania obiektów płynących z nurtem.

Nadzieja

Jedynym elementem, który przez długi czas dawał nadzieję śledczym, był telefon Brandona. Aż do 15 maja aparat był najprawdopodobniej sprawny - po wybraniu numeru chłopaka w słuchawce słychać było sygnał nawiązywania połączenia. Oznaczało to, że urządzenie nie wpadło do wody, gdyby bowiem się tak stało, z pewnością zostałoby natychmiast uszkodzone.

Niestety, na podstawie logowań telefonu nie udało się namierzyć jego dokładnej pozycji. Po pierwsze z powodów prawnych (dokładne wyznaczanie pozycji telefonu było w tamtych czasach nielegalne). Ppo drugie - technicznych (gromadzenie i przechowywanie danych dotyczących logowań było nieopłacalne - kiedy telefon ostatecznie zamilkł, wsteczne odtworzenie historii logowań stało się niemożliwe).

Przez kilka kolejnych lat miejscowy szeryf okresowo wznawiał poszukiwania Brandona. Mimo zaangażowania innych psów tropiących i “świeżych” ekip wolontariuszy, po dziś dzień nie udało się ustalić co dokładnie stało się z chłopakiem. Jego rodzice co wieczór zapalali światło na ganku licząc na to, że ich ukochany syn znajdzie w ten sposób drogę do domu.

Teorie

Ostatecznie sprawa pozostała nierozwiązana. Powstało za to wiele teorii, z których kilka zasługuje na rozpatrzenie. Należą do nich: celowa ucieczka, nieszczęśliwy wypadek, samobójstwo, zabójstwo. Wiele osób najbardziej przychyla się do tej drugiej: pozostający pod wpływem alkoholu Brandon postanowił pójść do Lynd niebezpiecznym skrótem. Po drodze potknął się, wpadł do rzeki i utonął. Tylko dlaczego w wodzie nie znaleziono ciała? Być może szukano nie w tej rzece (w pobliżu Yellow Medicine płynie jeszcze Mud Creek), albo nie na właściwym jej odcinku.

Wersja z celową ucieczką byłaby bodaj najlepsza z punktu widzenia rodziny Brandona. Dowody jednak na nią nie wskazują. Chłopak wyszedł z domu wyposażony jedynie w kilka podręcznych drobiazgów. Nie zabrał ze sobą niczego, co mogłoby mu się przydać “na nowej drodze życia”: pieniędzy, ubrań, rzeczy osobistych. Ponadto nastolatek nie miał powodu do zerwania kontaktu z rodziną, z którą żył w bardzo dobrych stosunkach.

To może samobójstwo? Ta hipoteza jest najmniej prawdopodobna. Brandon nie doświadczał w przeszłości kryzysów psychicznych, nie leczył się psychiatrycznie. Był ogólnie wesołym mężczyzną, otoczonym bliskimi, z którymi szczerze rozmawiał o pojawiających się od czasu do czasu problemach. Miał plany na przyszłość. Gdyby chciał odebrać sobie życie, zapewne nie zrobiłby tego w tak skomplikowanych okolicznościach.

Zabójstwo w formie tzw. hit and run również było brane pod uwagę. Brandon szedł poboczem drogi, gdzie został potrącony przez samochód. Kierowca, być może będący pod wpływem substancji psychoaktywnych, spanikował. Nie chcąc ponosić odpowiedzialności za zabicie pieszego, wsadził ciało do bagażnika, aby pozbyć się go gdzieś po drodze, i zbiegł z miejsca zdarzenia.

Prawo Brandona

1 lipca 2009 roku w stanie Minnesota ustanowiono tzw. prawo Brandona. Zobowiązuje ono organa ścigania do wszczęcia poszukiwań zaginionej osoby natychmiast po odebraniu stosownego zgłoszenia. Swansonowie lobbowali na rzecz takie przepisu, aby już nigdy żadna inna rodzina nie usłyszała od policjanta, że jej członek “ma prawo zniknąć”.

Rokrocznie, po zakończeniu żniw, funkcjonariusze przeczesują teren, na którym znaleziono samochód Brandona oraz okolice Yellow Medicine River. Póki co wszystkie te wysiłki nie przyniosły odpowiedzi na żadne z nurtujących opinię publiczną pytań. Brandon Victor Swanson wciąż figuruje na liście osób zaginionych FBI.

Autor: Natalia Grochal

Źródła:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=O38UIZt9k_c
  2. https://allthatsinteresting.com/brandon-swanson
  3. http://immelman.net/brandon-swanson
  4. https://pl.wikipedia.org/wiki/Zagini%C4%99cie_Brandona_Swansona
  5. https://www.fbi.gov/wanted/vicap/missing-persons/brandon-victor-swanson
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 100.0% czytelników artykuł okazał się być pomocny