8 minut

Normalna rodzina


Stefano Lorenzi i Anna Maria Franzoni mieszkali w Cogne - niewielkiej, urokliwej miejscowości w Dolinie Aosty (Włochy). Cała gmina liczyła około 1300 mieszkańców, nic więc dziwnego, że w okolicy wszyscy się znali, chociażby z widzenia.

Stefano prowadził własną firmę z branży elektrycznej, Anna Maria była pełnoetatową gospodynią domową i mamą dwóch synów: siedmioletniego Davide i trzyletniego Samuele. Rodzina mieszkała w niewielkim domku jednorodzinnym.

Para poznała się przez przypadek: Anna Maria po maturze pracowała w lokalnym pensjonacie, do którego Stefano przyjechał na wakacje. Młodzi szybko się w sobie zakochali. Mimo iż oboje pochodzili z okolic Bolonii, postanowili zostać w Dolinie Aosty i tu założyć rodzinę.

Nie zostawiaj mnie

Poranek 30 stycznia 2002 roku nie wyglądał tak, jak zawsze. Anna Maria narzekała na złe samopoczucie. Prosiła męża, by ten nie zostawiał jej samej w domu, ale Stefano nie mógł tego dnia zrezygnować z pracy. Zgodził się jedynie na dodatkowych dziesięć minut przytulania w łóżku.

Kobieta musiała sobie jakoś radzić sama, mimo iż tego samego dnia nad ranem Stefano wykonał telefon na numer alarmowy i poprosił o pomoc dla swojej żony. Anna Maria skarżyła się na problemy z oddychaniem i brak czucia w rękach i nogach.

Lekarz, który pojawił się na miejscu stwierdził jednak, że pacjentce nic szczególnego nie dolega. Kobieta miała prawidłową temperaturę i ciśnienie.  Twierdziła, że jest w dobrej kondycji psychicznej. Nie chciała żadnych tabletek.

Pośpiech

Około 7:20 Stefano wyszedł z domu. Mniej więcej o tej samej porze wstał również Davide. Przyszedł do łóżka Anny Marii, aby trochę się poprzytulać. Zaczęło się robić późno, a dziecko poprosiło o śniadanie. To zdenerwowało kobietę. Bała się, że nie zdąży odprowadzić syna na szkolny autobus.

Mimo wszystko Annie Marii udało się wyszykować Davide tak, że chłopiec zdołał jeszcze wykonać kilka kółek na rowerze pod domem. W tym samym czasie kobieta szykowała się w pośpiechu do wyjścia. Nagle usłyszała głos małego Samuele, który - jak na złość - obudził się wcześniej, niż zwykle.

Anna Maria położyła trzyletniego chłopca w swojej sypialni, nakryła szczelnie kołdrą i włączyła telewizor. Miała nadzieję, że Samuele wciągnie się w oglądanie bajki na tyle mocno, że nie zauważy, jak mama wychodzi z domu ze starszym bratem.

Autobus

Droga na przystanek autobusowy i z powrotem zajęła Annie Marii około 8 minut. Po drodze kobieta spotkała jeszcze sąsiada, z którym zamieniła kilka niezobowiązujących zdań. Chciała jak najszybciej wrócić do domu, aby zająć się młodszym dzieckiem.

Kiedy weszła do sypialni, Samuele leżał w łóżku pod kołdrą. Kobieta podeszła bliżej i odchyliła nakrycie. Wtedy jej oczom ukazał się makabryczny widok. Syn był cały skąpany we krwi. Nie ruszał się. Na jego głowie widać było wielką ranę.

Pomocy!

Przerażona kobieta zaczęła krzyczeć. Podbiegła do okna prosząc sąsiadów o pomoc. Następnie wykręciła numer alarmowy. Mojemu synowi wybuchła głowa! - wrzeszczała do słuchawki. Później stwierdziła, że Samuele wymiotuje krwią i przestał oddychać.

Pierwsza na miejscu zdarzenia pojawiła się Ada Satragni - psychiatra, lekarka rodzinna i bliska znajoma Anny Marii. Widok małego Samuele z ogromną raną na głowie, z której wylewała się materia mózgowa, również na niej zrobił duże wrażenie. Próbowała pomóc nieprzytomnemu dziecku. Jej wysiłki na niewiele się jednak zdały.

Ada Satragni próbowała zrozumieć co przydarzyło się Samuele. Spytała Annę Marię, czy dziecko nie spadło może ze schodów, ale matka zaprzeczyła. Lekarka podejrzewała również, że w mózgu chłopca mógł się od dawna rozwijać tętniak, który teraz pękł, powodując obfite krwawienie. Brała też pod uwagę uszkodzenie czaszki z powodu zbyt wysokiego ciśnienia wywołanego płaczem.

Wkrótce w domu w Cogne pojawiła się druga sąsiadka - Daniella Ferrot. Ada Satragni poprosiła ją, by wyszła na zewnątrz i wskazała miejsce do lądowania helikopterowi ratunkowemu. Daniella zauważyła, że Anna Maria była przez cały czas niezwykle spokojna i nie próbowała zrobić niczego, aby pomóc swojemu umierającemu synkowi.

Polowanie na mordercę

Autopsja

Ciało trzyletniego Samuele poddano autopsji. W jej trakcie okazało się, że chłopcu zadano przed śmiercią 17 ciosów tępym narzędziem o okrągłych krawędziach. Mogła to być chochla do zupy albo garnek do gotowania mleka. W wyniku silnych uderzeń głowa chłopca faktycznie wyglądała, jakby wybuchła.

Informację przekazano zrozpaczonym rodzicom. Zarówno Anna Maria, jak i Stefano, byli zdruzgotani. Z miejsca zaczęli się zastanawiać, kto mógłby ich do tego stopnia nienawidzić, żeby w tak brutalny sposób skrzywdzić niewinne dziecko. Rozpoczęło się polowanie na mordercę. Jeśli interesują cię sprawy kryminalne, sprawdź także ten artykuł o historii Potwora z Florencji.

Podejrzani

Na pierwszy ogień śledczych poszły osoby najbliższe małżeństwu: Ada Satragni, Daniella Ferrot i jeszcze kilku znajomych. Anna Maria podkreślała, że w ostatnim czasie miała kilka drobnych sprzeczek z Adą, a ich stosunki uległy ochłodzeniu.

Daniella Ferrot z kolei była opisywana przez Annę Marię jako “dziwna”. Prowadziła samotniczy tryb życia, nie miała żadnych przyjaciół, rzadko wychodziła z domu. Kiedyś posprzeczała się ze Stefano, bo mężczyzna zastawił ciężarówką drogę dojazdową do jej posesji. Anna Maria nazywała ją wiedźmą. Sądziła, że Daniella ją szpieguje, że zazdrości jej rodzinnego szczęścia.

Kolejnymi podejrzanymi stali się Ulisse i jego żona - przyjaciele Anny Marii i Stefana. Anna Maria zdradziła, że para miała na koncie kilka aborcji, co miało stanowić okoliczność obciążającą. Następny, na liście potencjalnych morderców był szwagier Danielli Ferrot, 35-letni kawaler. Według słów Franzoni mężczyzna był maniakiem seksualnym i budził w kobiecie lęk.

Wszystkie wymienione wyżej osoby przedstawiły niepodważalne alibi na dzień 30 stycznia 2002 roku. Żadna z nich nie przebywała w tamtym czasie w okolicy domu Stefana i Anny Marii. Śledczy musieli szukać gdzie indziej.

Dowody

Funkcjonariusze przeszukali dom w Cogne. Nie znaleźli żadnych włamania, odcisków palców czy śladów DNA jakiejkolwiek osoby trzeciej. Zabezpieczyli za to zakrwawioną damską piżamę, parę zakrwawionych chodaków oraz liczne ślady krwi na ścianach sypialni małżeńskiej, w której zginął Samuele.

Piżama została później co najmniej kilkanaście razy zbadana przez rozmaitych specjalistów. Wyniki tych ekspertyz drastycznie różniły się między sobą. Niektóre twierdziły, że morderca był w nią ubrany w trakcie popełniania zbrodni. Inne przekonywały, że piżama leżała na łóżku obok chłopca i uległa zabrudzeniu przez przypadek.

Gwałciciel

Sprawa śmierci Samuele błyskawicznie zyskała rozgłos w mediach. Anna Maria chętnie udzielała wywiadów, podkreślając swój ból i rozpacz. Opinia publiczna była po jej stronie. Nikt nie mógł sobie wyobrazić przez jaki koszmar przechodziła kobieta. Nikt jej nie podejrzewał.

Anna Maria wkrótce zaczęła zmieniać zeznania. Najpierw twierdziła, że wychodząc, zamknęła dom na klucz, później mówiła coś przeciwnego. Sugerowała, że w trakcie jej nieobecności do środka musiał się dostać ktoś obcy. Być może dybał na Annę Marię od dawna, chciał ją wykorzystać seksualnie, czekał jedynie na odpowiedni moment.

30 stycznia 2002 roku nadarzyła się doskonała okazja. Gwałciciel wszedł do domu i poszedł do sypialni. Tam zobaczył w łóżku małego Samuele. Wściekł się, zatłukł chłopca, a następnie uciekł. Niezauważony przez nikogo, nie zostawiając po sobie żadnych śladów.

Dzieciobójczyni

Wyrodna matka

Dla śledczych stopniowo stawało się coraz bardziej jasne, że za śmierć Samuele odpowiada jego matka. Nie znaleziono bowiem najmniejszego nawet dowodu na udział jakiejkolwiek osoby trzeciej w tej makabrycznej zbrodni.

Funkcjonariusze zaczęli zbierać dowody przeciwko kobiecie. Po pierwsze: tylko ona była w tamtym momencie w domu. Po drugie: w kilku podsłuchanych rozmowach telefonicznych Anna Maria zasugerowała, że to ona jest morderczynią. Po trzecie: kobieta miała już na koncie wybuchy złości z powodu zachowania Samuele. Prawdopodobnie była przeciążona opieką nad dwójką dzieci i nie dawała sobie rady.

Po czwarte: załamanie zdrowotne, które Anna Maria przeżyła nad ranem 30 stycznia 2002 roku, mogło być spowodowane napięciem psychicznym, jakie odczuwała. Wiedziała, że niebawem zdarzy się coś złego, dlatego poprosiła męża, by jej nie zostawiał. Tylko on mógł ją bowiem powstrzymać przed realizacją planu, jaki od dawna chodził jej po głowie.

Po piąte: tuż po tym, gdy ratownicy poinformowali Annę Marię, że Samuele zmarł, kobieta zapytała Stefano, czy ten pomoże jej zrobić kolejne dziecko. Zaskoczony mężczyzna nie odpowiedział. Rok później Anna Maria urodziła ich trzeciego syna - Gioele.

Co się naprawdę stało?

Według policjantów poranek 30 stycznia wyglądał następująco: od samego rana Anna Maria czuła się źle. Była zdenerwowana. Prosiła męża o pomoc, ale ten nie mógł się nią zająć tak, jak tego potrzebowała.

Daniele ociągał się ze śniadaniem i wyjściem z domu. Anna Maria bała się, że nie zdąży odprowadzić go na autobus. Już miała wychodzić, kiedy nagle usłyszała głos Samuele. Próbowała uspokoić syna, kładąc go do łóżka i włączając telewizor. Dziecko wciąż jednak marudziło.

To była kropla, która przelała czarę. Anna Maria złapała ciężki, tępokrawędzisty przedmiot i biła nim Samuele tak długo, jego głowa rozpadła się na kawałki. Krew i fragmenty mózgu chłopca obficie spryskały piżamę zabójczyni. Dziecko zmarło w okolicach 8:30.

Kobieta następnie szybko się umyła, przebrała w czyste ubranie i wyszła na dwór do Daniele, który jakby nigdy nic jeździł na rowerze. Odprowadziła syna na autobus, po czym wróciła do domu i wezwała pomoc.

Jestem niewinna!

Sprawa Anny Marii Franzoni stała się niezwykle popularna we Włoszech. Matka - dzieciobójczyni w kulturze włoskiej jest tematem tabu. Część opinii publicznej za nic na świecie nie mogła uwierzyć, że istota, która dała dziecku życie, mogła je z zimną krwią odebrać.

Anna Maria Franzoni nigdy nie przyznała się do winy. Zarówno Stefano, jak i dalsza rodzina, stali za nią murem. Mimo wszystko w lipcu 2004 roku kobieta została skazana na 30 lat pozbawienia wolności. 27 kwietnia 2007 karę zmniejszono do 16 lat.

W więzieniu kobieta przeszła kilka badań psychiatrycznych. Wykluczono depresję poporodową. Lekarze orzekli, że pacjentka miała skłonność do przesady i teatralności. Nie była w stanie stawiać czoła typowym życiowym problemom.

W sumie Anna Maria przesiedziała za kratami zaledwie 6 lat. 5 kolejnych spędziła w areszcie domowym w nagrodę za dobre sprawowanie. Jej małżeństwo ze Stefano przetrwało - mężczyzna przez cały czas utrzymywał, że jego żona jest niewinna.

W 2006 roku Franzoni wydała książkę pod tytułem “Prawda”. Według jej wersji zdarzeń, stanowili wraz ze Stefano idealną wręcz rodzinę, spokojną, wierzącą, otoczoną przez zawistnych i podłych sąsiadów. Kobieta przekonywała, że mordercą z całą pewnością był ktoś z zewnątrz i miała pretensje do policji, że ta nigdy porządnie nie zbadała tego wątku.

Autor: Natalia Grochal

Źródła:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=OoXitci2EWU&t=91s
  2. https://pledgetimes.com/cogne-20-years-have-passed-since-the-murder-of-samuele-lorenzi-and-the-demons-of-annamaria-franzoni-a-terrifying-phone-call-help-my-sons-brain-is-blown-and-then/
  3. https://www.theguardian.com/world/2004/jul/22/worlddispatch.italy
  4. https://en-academic.com/dic.nsf/enwiki/4704437
  5. https://www.irishtimes.com/news/alpine-murder-mystery-1.1094651
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny