Przyjaciółki, które chciały zmienić świat

Lisanne


Lisanne Froon urodziła się 24 września 1991 roku w Amersfoort (Holandia). Spośród rówieśników wyróżniała się przede wszyskim wzrostem - mierzyła aż 184 cm. Ten niezwykły dar wykorzystywała grając w siatkówkę.

Sport nie był jednak jej jedyną pasją. Lisanne ukończyła psychologię stosowaną. Cieszyła się powszechną sympatią. Zarażała uśmiechem. Była ambitna, ale jednocześnie trochę nieśmiała. Na co dzień mieszkała w akademiku wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką - Kris.

Kris

Kirs Kremers była o rok młodsza od Lisanne, ale urodziła się w tym samym miasteczku. Miała charakterystyczną burzę rudych włosów i niebieskie oczy. Interesowała się sztuką, studiowała kulturalną edukację społeczną.

Kirs była opisywana jako wesoła, ekstrawertyczna, energiczna. Można więc powiedzieć, że dziewczyny dobrały się na zasadzie przeciwieństw. W 2014 roku obie były już po studiach i miały odpowiednio 22 i 21 lat.

Podróż życia

W trakcie studiów Kirs i Lisanne pracowały w restauracji. Zarobione w ten sposób pieniądze odkładały na bardzo konkretny cel - pragnęły odbyć egzotyczną podróż połączoną z pracą na rzecz potrzebujących.

Ostatecznie wybrały Panamę. Chciały zwiedzić ten niezwykły zakątek globu i jednocześnie uczyć miejscowe dzieci angielskiego. Kiedy już obrały destynację, zaczęły się skrupulatnie przygotowywać do podróży. Obie zaliczyły podobne inicjatywy w przeszłości, miały więc doświadczenie.

Panama

Panama leży w Ameryce Środkowej, w Przesmyku Panamskim i łączy dwa kontynenty amerykańskie. Stolicą jest miasto o tej samej nazwie. W kraju językiem urzędowym jest hiszpański.

Panama znajduje się w wilgotnej strefie klimatycznej. Średnia temperatura wynosi 28 stopni Celsjusza, kraj jest poprzecinany siecią rzek, 44% zajmują wilgotne lasy równikowe. Poza dużymi, rozwiniętymi miastami, ludziom nie jest tu łatwo żyć.

15 marca 2014 Kirs i Lisanne ruszyły w podróż życia. Z Holandii poleciały do Teksasu (USA), gdzie przesiadły się w samolot do Kostaryki, a stamtąd dojechały do miejscowości Bocas del Toro w Panamie. Dopiero 29 marca zawitały w Boquete, gdzie miały podjąć pracę w szkole angielskiego.

El Pianista

Zmiana planów

Lisanne i Kris zostawiły rzeczy w przytulnym hostelu i udały się do placówki, w której miały uczyć dzieci. Jej właścicielka - z pochodzenia Amerykanka - oznajmiła zaskoczonym turystkom, że plany się zmieniły i mogą zacząć pracę dopiero tydzień później.

Holenderki nie były z tego powodu zachwycone, jednak nie miały innego wyjścia, jak tylko dostosować się do sytuacji. Postanowiły wykorzystać tych dodatkowych 7 dni na zwiedzanie okolicy. Oczywiste było, że muszą przejść szlak El Pianista, który jest lokalną atrakcją turystyczną.

Atrakcja turystyczna

Trasa El Pianista prowadzi na górę El Mirador. To tzw. “kontynentalny dział wodny” - miejsce, z którego - przy dobrej pogodzie - widać jednocześnie dwa oceany. Jest uznawany za średnio - trudny, pokonanie całej trasy zajmuje przeciętnie 4 do 5 godzin.

Dziewczyny chciały przejść “Pianistę” z przewodnikiem. Umówiły się z nim na 2 kwietnia. Mężczyzna stawił się pod hostelem ustalonego dnia wcześnie rano. Pukał do drzwi, nawoływał, ale nikt mu nie odpowiadał.

Zaniepokojony przewodnik zapytał właścicieli placówki o dwie Holenderki, ale ci widzieli je ostatnio poprzedniego dnia na śniadaniu. Wszyscy razem postanowili wejść do ich pokoju. Gdy otworzyli drzwi ich oczom ukazało się puste pomieszczenie z niezasłanym łóżkiem. Lisanne i Kris nigdzie nie było. Wyglądało na to, że nie wróciły na noc.

1 kwietnia

1 kwietnia 2014 r. Kirs i Lisanne powiedziały gospodarzom hostelu, że idą pokręcić się po okolicy. Zabrały ze sobą psa imieniem Blue. Nie wiadomo z jakiego powodu postanowiły wybrać się na “Pianistę”, mimo iż na 2 kwietnia miały już umówionego przewodnika.

Na początku wycieczka przebiegała dobrze - widać to na fotografiach, które dziewczyny zrobiły po drodze. Zdjęcia przedstawiają je pojedynczo lub razem, robiące sobie selfie. Na żadnym nie widać nikogo obcego. Turystki zdają się być w doskonałych humorach.

Wieczorem tego samego dnia Blue wrócił do hostelu sam, bez dziewczyn. To zaniepokoiło właścicieli, jednak nie na tyle, by cokolwiek z tym zrobili. W końcu Holenderki były pełnoletnie i miały prawo robić co im się podoba. Sprawdź także ten artykuł na temat kryminalnej zagadki Sawneya Beana.

11 dni

Gdzie są dziewczyny?

Zaniepokojony przewodnik zgłosił zaginięcie dziewczyn na lokalnym posterunku. Niewielka placówka nie nie dysponowała odpowiednio licznym personelem, aby przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję ratunkową. Poszukiwania ruszyły więc dopiero 3 kwietnia.

W międzyczasie rodzice Lisanne i Kris również zaczęli się denerwować. Nagle córki przestały się do nich odzywać, choć do tej pory robiły to regularnie. 6 kwietnia przylecieli do Panamy w asyście detektywów, policjantów i psów tropiących, aby wziąć udział w poszukiwaniach.

Dżungla

Praca funkcjonariuszy była niezwykle trudna. W Boquete panuje tropikalny klimat, jest niezwykle duszno i gorąco. Człowiek błyskawicznie się w takich warunkach odwadnia. Pokonanie krótkiego odcinka wśród drzew i zarośli zajmuje bardzo dużo czasu. Liście i gałęzie tłumią światło i ludzkie nawoływania. Nie przyzwyczajone do takich warunków holenderskie psy tropiące okazały się bezużyteczne- nie były w stanie podjąć tropu.

Mimo tych wszystkich trudności poszukiwania były prowadzone niezwykle skrupulatnie, za dnia, jak i w nocy, kiedy w dżungli panowały egipskie ciemności. Ratownicy pracowali pełną parą przez 10 dni, wspierani przez lokalnych mieszkańców i przewodników. Ci kilka razy przeszli “Pianistę”, jednak nie odnaleźli po drodze żadnego śladu Lisanne i Kris. Zdesperowani rodzice zaoferowali nagrodę w wysokości 30 tys dolarów w zamian za jakąkolwiek informację o zaginionych kobietach.

Czas działał na niekorzyść zaginionych. Wiadomo było, że dziewczyny nie miały odpowiednich ubrań ani sprzętu, które pomogłyby im przetrwać w trudnych warunkach. Były ubrane w szorty i koszulki, nie miały zapasu wody, ani jedzenia.

Sprawa zaginionych dziewczyn szybko zyskała rozgłos w całej Panamie. Na policję zgłaszali się świadkowie, którzy widzieli je w Boquete 1 kwietnia. Wśród nich było kilkoro turystów, którzy zeznali, że zjedli z Kris i Lisanne posiłek w miejscowej kawiarni tuż przed tym, gdy wyruszyły na szlak.

Przełom?

Przełom w sprawie nastąpił dopiero dziesięć tygodni później. To właśnie wtedy dwaj Indianie odnaleźli na polu ryżowym niebieski plecak, który należał do Lisanne. Mężczyźni domyślili się, że przedmiot może należeć do zaginionych Holenderek, chcieli go więc jak najszybciej przekazać śledczym. Wędrówka na komisariat policji zajęła im dwa dni.

W plecaku znaleziono: dwa biustonosze należące do Lisanne i Kris, 85 dolarów, dwie pary tanich okularów przeciwsłonecznych, aparat fotograficzny Canon Powershot SX270 HS, dwa telefony komórkowe (iPhone i Samsung) oraz butelka po wodzie.

Wszystkie te przedmioty były starannie spakowane i znajdowały się w zaskakująco dobrym stanie biorąc pod uwagę czas, jaki przeleżały w dżungli. Wszyscy łączyli ze znaleziskiem bardzo duże nadzieje. Okazało się jednak, że analiza przedmiotów w nim znalezionych przyniosła więcej pytań niż odpowiedzi.

Telefony

1 kwietnia około godziny 16:30 z iPhone’a Kris wykonano pierwszą próbę połączenia z numerem alarmowym 112. Później taki sam numer wybrano na Samsungu należącym do Lisanne. Obie próby zakończyły się fiaskiem z dwóch powodów: na szlaku El Pianista nie ma zasięgu telefonii komórkowej, dodatkowo w Panamie numerem alarmowym jest 911.

Samsung był włączony aż do 4 kwietnia, kiedy to najprawdopodobniej wyczerpała się w nim bateria, iPhone działał dłużej. Z obu telefonów regularnie próbowano nawiązać połączenie z oboma numerami alarmowymi.

Między 5 a 11 kwietnia iPhone był wielokrotnie włączany w celu sprawdzenia zasięgu, jednak bez powodzenia. Raz nie wprowadzono do niego numeru PIN. To zasugerowało śledczym, że w tym czasie jego właścicielka - Kris - już nie żyła.Z aparatu korzystała więc Lisanne, albo ktoś inny, być może porywacz.

Aparat

Jeszcze więcej niejasności wprowadziła do sprawy analiza zdjęć wykonanych przez dziewczyny w trakcie wycieczki. Fotografie z 1 kwietnia można nazwać typowymi “wakacyjnymi fotkami”, utrzymanymi w wesołym klimacie. Ostatnią z tego dnia zrobiono o 13:54.

Kolejne zdjęcia noszą datę 8 kwietnia i są niezwykle niepokojące. To 90 czarnych lub prawie czarnych klatek, przedstawiających pustkę, nocne niebo, lub fragmenty ciemnego, leśnego poszycia. Tylko 3

z nich są mniej więcej czytelne.

Na pierwszej fotografii widać w dużym zbliżeniu rude włosy Kris. Na drugiej- dziwaczną konstrukcję z gałązek, czerwonej folii i papierków po gumach do żucia. Na trzeciej- fragment nocnego krajobrazu, jakby błotnistego zbocza. Według niektórych na tym zdjęciu widać fragment ludzkiego ciała.

Długo spekulowano nad sensownością tych fotografii. Najbardziej prawdopodobna teoria głosi, że

8 kwietnia w nocy turystki usłyszały dźwięki wydawane przez ratowników. Błyskami flesza chciały dać znać, gdzie są. Jednak gęsta roślinność skutecznie tłumiła głosy i błyski. Upragniony ratunek nie nadszedł.

Z kolei dziwaczna instalacja z patyków i fragmentów torebki foliowej być może była znacznikiem, dokumentującym miejsce pobytu Lisanne i Kris. Możliwe, że turystki chciały w ten sposób dać do zrozumienia, że jeszcze żyją.

Szczątki

Funkcjonariusze postanowili przeszukać pole ryżowe, na którym odnaleziono plecak Lisanne. Było to miejsce tak niedostępne, że zdecydowali się poprosić o pomoc miejscowych Indian. W efekcie tych działań znaleziono but z tkwiącą w środku stopą, 33 kości (niektóre z wciąż widocznymi fragmentami tkanek) oraz szorty jednej z dziewczyn, leżące na kamieniu przy brzegu rzeki.

Nieprzeszkoleni Indianie spakowali wszystkie przedmioty do toreb i odesłali policji. Nie wykonali zdjęć, nie zabezpieczyli żadnych śladów, bo nikt ich do tego celu nie przeszkolił. W ten sposób utracono część bezcennych informacji, które później mogłyby pomóc rozwiązać zagadkę śmierci dziewczyn.

Badania DNA potwierdziły, że stopa w bucie oraz pozostałe 28 kości należały do Lisanne, a tylko dwie do Kris. Szczątki były w różnym stanie rozkładu, co jest niezwykle dziwne biorąc pod uwagę fakt, że oba ciała przeleżały 2,5 miesiąca w tropikalnych warunkach. Na żadnej z kości nie odkryto śladów po zębach dzikich zwierząt ani po jakimkolwiek urazie (uderzeniu, postrzale z broni palnej itd.).

Hipoteza: zboczenie ze szlaku

Śledczy brali pod uwagę różne scenariusze tego, co przydarzyło się Lisanne i Kris 1 kwietnia 2014 roku. Najprostsza wersja zdarzeń zakłada, że dziewczyny zboczyły ze szlaku i zgubiły się w gęstej dżunglii. Przez 11 dni próbowały odnaleźć drogę powrotną do Boquete walcząc z głodem, wilgocią, upałem i dzikimi zwierzętami. Szły wzdłuż rzeki.

Po drodze zachorowały lub uległy wypadkowi. Nie miały sił na dalszą wędrówkę. Umarły z wycieńczenia, a prąd wody zniósł oba ciała w dół, aż na pole ryżowe w Bocas del Toro, oddalonego o 1 dzień marszu od Boquete.

Aby tam dotrzeć o własnych siłach Lisanne i Kris musiałyby pokonać - bez prowiantu i  sprzętu- pięć wąwozów i trzy rzeki. Jest to mało prawdopodobne, stąd teoria o porwaniu ciał przez silny nurt. W dżungli nawet niewielki strumyk może się szybko zamienić w rwące bystrze. Śliskie kamienie i błoto, powstające w trakcie obfitych opadów deszczu, dodatkowo zwiększają ryzyko utonięcia.

Hipoteza: napaść na tle seksualnym

Rozpatrywano również możliwość napaści seksualnej i porwania. W tej wersji głównym podejrzanym był Feliciano González - niedoszły przewodnik turystek, który 2 kwietnia pojawił się pod drzwiami ich pokoju.

W Internecie spekulowano, że González zabierał na wycieczki wyłącznie młode, atrakcyjne dziewczyny, wobec których bywał nachalny, a nawet próbował je molestować. Być może śledził turystki 1 kwietnia aż na szczyt El Mirador. W dogodnym dla siebie miejscu kazał im zejść ze szlaku, a następnie wykorzystał i zabił. Na potwierdzenie tej teorii nie znaleziono jednak żadnych dowodów.

Nieszczęśliwy wypadek

Po przeanalizowaniu dowodów i poszlak prokurator prowadząca sprawę, Betzaida Pitti, wystąpiła na konferencji prasowej. Monotonnym głosem wyrecytowała w jej trakcie ustalenia poczynione przez śledczych: na kościach nie znaleziono śladów działania zwierząt czy ludzi; niektóre kości zostały potraktowane fosforem, ale nie wiadomo w jakich okolicznościach proces ten miał miejsce; szczątki były w różnym stanie rozkładu; na polu ryżowym nie ujawniono śladów krwi.

Prokurator Pitty przekonywała , że w okolicach Boquete żyją niebezpieczne zwierzęta, takie jak pumy i węże. Niewielkie strumienie w okresie opadów gwałtownie zwiększają swoją objętość, powodując zagrożenie dla ludzi. Na błotnistej ścieżce łatwo się poślizgnąć, złamać nogę czy rozbić głowę.

Poza tą litanią możliwości nie przedstawiła żadnej popartej dowodami wersji tego, co przydarzyło się Lisanne Froon i Kris Kremers. Całą sprawę, mimo licznych niewyjaśnionych wątpliwości, uznano za nieszczęśliwy wypadek. Śledztwo zamknięto, a szczątki zmarłych przekazano rodzicom, by mogli zorganizować pogrzeb.

Autor: Natalia Grochal

Źródło:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=F439YYteu_k
  2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Panama
  3. https://niewyjasnione-zaginiecia.pl/kris-kremers-lisanne-froon/
  4. https://petapixel.com/2022/05/19/eerie-photos-reveal-last-moments-before-women-vanished-in-panama/
  5. https://zaginieniprzedlaty.com/artykuly/panamskie-wzgorze-ktore-ukrylo-tajemnice-okrutnej-smierci-dwoch-mlodych-dziewczyn/
  6. https://cosnowego.kul.pl/spoleczne/tajemnica-zaginiecia-skryta-w-panamskiej-dzungli/
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny