Camping w raju

Rodzinna sielanka

Na początku lipca 2015 roku rodzina Kunz wybrała się na spontaniczny piknik w góry Idaho (USA). W skład grupy wchodzili: Jessica Mitchell i DeOrr Kunz Senior (rodzice chłopca), Robert Walton (pradziadek DeOrra juniora) oraz przyjaciel seniora rodu - Isaac Reinwand.

Rodzina rozbiła obóz na campingu Timber Creek niedaleko miasteczka Leadore. Wszyscy dobrze znali tę okolicę. Robert często jeździł tam na ryby. To właśnie on zaproponował dzieciom ten wspólny, wakacyjny wypad. Mężczyzna był ciężko chory na raka prostaty, na co dzień korzystał z aparatu tlenowego. Mimo leczenia doszło już do przerzutów, więc dla wszystkich było jasne, że dni Roberta są policzone.

Rodzina dotarła na miejsce nieutwardzoną, kamienistą drogą około północy, 9 lipca. Okolica Timber Creek jest naprawdę malownicza, ale również niebezpieczna. W pobliżu znajduje się zbiornik wodny o nazwie Stone Reservoir zasilany przez strumień.

Piętnaście minut

DeOrr junior miał tylko dwa lata, ale już pokazywał nietuzinkową osobowość. Uwielbiał chodzić w kowbojskim kapeluszu i kowbojskich butach. Posiadał swoją własną parę, która była o co najmniej dwa numery za duża na jego małe stópki. DeOrr nic sobie z tego jednak nie robił i zakładał buty tak często, jak tylko mógł. Nic dziwnego, że chodził w nich również na campingu.

10 lipca rodzice DeOrra zostawili chłopca pod opieką pradziadka Roberta, a sami udali się na krótki rekonesans po okolicy. Chcieli znaleźć dobre miejsce do wspólnego łowienia ryb. Nie było ich zaledwie kwadrans. Gdy wrócili do obozu zapytali Boba, gdzie jest ich syn. Ten odparł zaskoczony, że przecież DeOrr poszedł z nimi nad rzekę…

Jak wezwać pomoc?

W ułamku sekundy wyszło na jaw, że przez ostatnie piętnaście minut DeOrr pozostawał bez opieki. Żaden z dorosłych nie wiedział, gdzie może się teraz znajdować. Jessica i jej mąż tłumaczyli, że nie zabrali syna ze sobą. Schorowany, używający tlenu Robert nie mógł z kolei się nim opiekować, bo był najzwyczajniej w świecie za słaby.

Rodzina ruszyła na poszukiwania. Nawet jeśli chłopczyk został przez chwilę sam, to przecież nie mógł ujść daleko - w za dużych, kowbojskich butach, w trudnym, kamienistym, dzikim terenie. Wszyscy byli przekonani, że za chwilę zauważą gdzieś w krzakach jego bujną, jasną czuprynę. Nic takiego jednak nie nastąpiło.

Rodzice postanowili wezwać pomoc, co okazało się bardzo trudne. Na campingu nie było zasięgu telefonii komórkowej. Jessica i DeOrr senior wsiedli więc do auta i ruszyli przed siebie. Dopiero po dłuższym czasie zdołali złapać sygnał i dodzwonić się na policję.

Matka chłopca zeznała, że DeOrr zaginął około 14:40. Gdy widziała go po raz ostatni miał na sobie niebieskie spodnie od piżamy, kurtkę moro i słynne, za duże, kowbojskie buty. Dziecko miało przebywać pod opieką dziadka, ten jednak nie zdołał upilnować wnuka. A może zainteresuje cię także ten artykuł na temat najbardziej znienawidzonej matki Ameryki?

Podejrzana rodzina

Konno, pieszo i w wodzie

Policja potraktowała zgłoszenie poważnie. W okolicy roiło się od niebezpieczeństw dla małego, bezbronnego dziecka. Zaliczono do nich zbiorniki wodne, dzikie zwierzęta, pogodę, temperaturę powietrza i wiele innych.

Ruszyły poszukiwania na ogromną skalę: piesze, konne, lotnicze i na quadach. Płetwonurkowie ubrani w stosowne kombinezony na czworakach przeczesywali kanał prowadzący do Stone Reservoir. Wypatrywano jakiegokolwiek śladu - buta, plamy krwi, fragmentu ubrania. Na próżno.

Rozpatrywano hipotezę o ataku dzikiego zwierzęcia, a nawet drapieżnego ptaka. Nie było jednak najmniejszych dowodów potwierdzających taki bieg wydarzeń. Przetrząśnięto cały teren campingu Timber Creek oraz prowadzące do niego ścieżki. Były one tak kamieniste i stromo nachylone, że dwulatek w za dużych butach nie miałby szans przejść nimi bez szwanku choćby 10 metrów.

A jednak po maluchu nie było ani śladu. Na kempingu zostały jego ulubione rzeczy - kocyk, maskotka, kubek z napojem. W okolicach 14 DeOrr zwykł ucinać sobie drzemkę. Nigdy nie oddalał się od rodziców tak, by nie być w zasięgu wzroku. Lubił przygody, ale nie był na tyle odważny, by szukać ich samodzielnie.

Zeznania rodziny

Pradziadek DeOrra był przekonany, że chłopiec poszedł z rodzicami nad rzekę. W końcu uwielbiał łowić ryby. Jessicka odpowiedziała, że faktycznie, chłopiec miał towarzyszyć rodzicom, ale po kilku krokach rozmyślił się i zawrócił do Roberta. Jessica - krzycząc - uprzedziła, że prawnuk do niego idzie i że prosi o opiekę nad nim. Bob zaklinał się, że niczego takiego nie słyszał.

Gdzie w tym czasie był Isaac Reinwand, przyjaciel Roberta? Mężczyzna zeznał, że krótko po przyjeździe na kemping wybrał się samotnie na ryby. Wrócił do obozu już po tym, jak DeOrr zaginął, nie mógł zatem udzielić żadnych informacji na jego temat.

Isaac Reinwand mógł się wydawać najdziwniejszą postacią w tej całej historii. Był przedstawiany jako przyjaciel Roberta. Mężczyzn dzieliła duża różnica wieku i życiowych doświadczeń, a jednak utrzymywali ze sobą bardzo bliskie stosunki. Znali się od pięciu lat. Ich relacja być może wyda się nieco mniej dziwaczna, jeśli weźmiemy pod uwagę lekkie opóźnienie umysłowe Isaaca.

Zeznania świadków

Oprócz członków rodziny przesłuchano również pracowników sklepu Stage Shop w Ledore, oddalonego o 40 minut od kempingu. Rodzina Kunz robiła tam wcześniej zakupy. Pracownicy zgodnie zeznali, że nie było z nimi małego chłopca.

Mimo drobiazgowych, zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań, nie odnaleziono najmniejszego śladu dwulatka - ani resztek ubrań, ani śladów krwi, ani nawet DNA. W związku z tym pojawiły się podejrzenia, że dziecka w ogóle nie było na kempingu. Członkowie rodziny nie chcieli o czymś takim nawet słyszeć. Oczywiście, że wyjechali na weekend z synem.

Na miejsce sprowadzono psy wyszkolone do poszukiwania zwłok. Te kilkakrotnie podjęły trop, który później okazał się być zupełnie niezwiązany ze sprawą. Nadszedł czas, aby funkcjonariusze przyjrzeli się bliżej rodzicom i pradziadkowi DeOrra.

Krąg podejrzanych

Jessica i DeOrr senior

Jako pierwsi pod lupę śledczych trafili rodzice chłopca. Poddano ich kilku testom na wariografie - nie przeszli żadnego z nich.Plątali się w zeznaniach. Nie potrafili się nawet zgodzić co danego dnia jedli na śniadanie. W wyniku dochodzenia zostali ogłoszeni podejrzanymi w sprawie w styczniu 2016 roku.

Szeryf hrabstwa Lemhi, Lynn Bowerman, powiedział: Uważam, że rodzice coś ukrywają. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Daliśmy im możliwość wytłumaczenia się jeśli doszło do jakiegoś wypadku. Nie skorzystali z niej. Bowerman dodał, że według niego DeOrr został zamordowany, a jego ciało ukryto gdzieś daleko poza kampingiem.

Sami zainteresowani nie mieli sobie zbyt wiele do zarzucenia. Winą obarczali głównie Roberta - w końcu to on nie dopilnował ich dziecka. Wiedzieli, że senior rodu z powodu ciężkiej choroby nie jest w stanie podołać tak trudnemu zadaniu, a mimo to go nim obarczyli.

Koniec końców rodzice nie zostali oskarżeni o jakiekolwiek przestępstwo. Nie zgromadzono przeciwko nim solidnych (nawet poszlakowych) dowodów. W trakcie nielicznych wywiadów zgodnie twierdzili, że są przerażeni całą sytuacją i nie spoczną, dopóki nie odnajdą syna.

Trzy dni po zaginięciu Kunzowie zorganizowali wieczór czuwania przy świecach. Zadeklarowali wtedy, że podejrzewają, iż ich syn został porwany i przebywa teraz pod kuratelą jakichś obcych ludzi. Poprosili domniemanych porywaczy o oddanie im dziecka.

Isaac Reinwand i Robert Walton

Isaac Reinwand, przyjaciel Roberta, również był brany pod uwagę jako potencjalny podejrzany. Mężczyzna bez wątpienia sprawiał wrażenie “dziwnego”, ale było to związane z jego opóźnieniem umysłowym.

Jessica i jej mąż utrzymywali, że Isaac poszedł wraz z nimi feralnego dnia nad rzekę, ale po jakimś czasie odłączył się i zniknął im z oczu. Mężczyzna wszystkiemu zaprzeczał. Bob w odpowiedzi zapewniał, że zna swojego przyjaciela i ten nie mógłby skrzywdzić dwuletniego DeOrra.

Robert Walton odmówił publicznego komentowania sprawy. Raczej nikt na serio nie podejrzewał go o cokolwiek. Ten stary, schorowany człowiek nie mógł zrobić pięciu kroków bez łapania zadyszki, poza tym niewątpliwie bardzo kochał prawnuka. Miał z nim bardzo dobry kontakt, DeOrr go wręcz uwielbiał.

Karuzela dziwnych zdarzeń

Prywatny detektyw nr 1

Jessica i DeOrr senior zatrudnili pod koniec sierpnia 2015 roku prywatnego detektywa o nazwisku Frank Vilt. Mężczyzna od samego początku uprzedzał, że warunkiem współpracy jest całkowita szczerość ze strony jego mocodawców.

Ku zaskoczeniu wszystkich, detektyw zrezygnował ze zlecenia już miesiąc później. Usprawiedliwił swoją decyzję tym, że Jesicca i jej mąż zataili przed nim to, co naprawdę wiedzieli o zaginięciu ich syna. W specjalnym liście, opublikowanym w mediach, napisał: W mojej opinii oboje kłamaliście i przeinaczyliście fakty, które mogłyby stanowić klucz do rozwiązania zagadki zaginięcia waszego dziecka.  

Prywatny detektyw nr 2

Niezrażona wcześniejszą porażką rodzina zatrudniła kolejnego prywatnego detektywa, tym razem z firmy Klein Investigations and Consulting. Jej współzałożyciel - Phillip Klein - zadeklarował, że jego pracownicy wykluczyli atak dzikiego zwierzęcia oraz uprowadzenie.

W późniejszym czasie Klein, tak jak Frank Vilt - popadł w konflikt ze swoimi chlebodawcami. Mężczyzna podejrzewał, że zniknięcie DeOrra nastąpiło najprawdopodobniej w wyniku nieszczęśliwego wypadku, który później został dokładnie zatuszowany przez rodziców chłopca. Główną aktorką całej intrygi miała być Jessica.

Państwo Kunz byli oburzeni insynuacjami podnoszonymi przez Phillipa Kleina. Grozili mu pozwem sądowym. Ich wzajemne przepychanki miały jednak mniejsze znaczenie niż fakt, że kolejny prywatny detektyw potwierdził niejako wersję poprzednika, a w pewnym sensie także i szeryfa hrabstwa Lemhi.

Wątpliwości

Jessica i DeOrr senior rozstali się wkrótce po zaginięciu ich syna. Oboje założyli nowe rodziny i wyprowadzili się do innych stanów. Przez długie miesiące nie płacili czynszu za wspólne mieszkanie, z którego w końcu zostali wyrzuceni.

Do lokalu została wezwana policja. Dokonano przeszukania. Funkcjonariusze znaleźli między innymi kurtkę moro, w którą miał być ubrany DeOrr w dniu, w którym zniknął, a także kilka innych rzeczy, które miał mieć ze sobą na kempingu.

W 2019 roku na terenie Timber Creek znaleziono niewielką kość. Została ona przesłana do laboratorium FBI w Quantico. Po roku okazało się jednak, że kość należała najprawdopodobniej do zwierzęcia, a nie do człowieka.

W mediach została opublikowana tak zwana progresja wiekowa małego DeOrra. Grafika sugeruje, jak dziś wyglądałby chłopiec. Gdyby nadal żył, miałłby 9 lat. Babcia DeOrra wyznała w wywiadzie udzielonym dla KTVB w 2016 roku  6 lat po zaginięciu), że co roku wraca na nieszczęsny kemping w okolicach urodzin DeOrra. Ma nadzieję, że uda się w końcu odnaleźć jakikolwiek ślad wskazujący na to, co naprawdę stało się z chłopcem. Dopóki to nie nastąpi, nie będzie mogła zaznać spokoju.

Nie można wykluczyć z całą pewnością, że zaginiony maluch, teraz już całkiem duży, żyje gdzieś szczęśliwie i bezpiecznie. I choć jest to mało prawdopodobne, to każdy z nas by sobie tego życzył.

Autor: Natalia Grochal

Źródła:

  1. https://www.vizaca.com/baby-deorr-kunz-jr-disappearance/
  2. https://pol.jf-staeulalia.pt/two-year-old-deorr-kunz-went-missing-camping-trip-2015
  3. https://www.youtube.com/watch?v=Spp-8iE7dq4
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 98,7% czytelników artykuł okazał się być pomocny