Impreza, jakiej nie widział świat

Wpadajcie!


Tego samego dnia wieczorem Tyler zamieścił post na Facebooku o treści: Dziś wieczorem impreza u mnie. Wpadajcie! Mimo iż chłopak nie był najpopularniejszą osobą w szkole, stopniowo do jego domu napływała coraz większa liczba bliższych i dalszych znajomych. Młodzież nie zasypiała gruszek w popiele - alkohol lał się strumieniami, a całe pomieszczenie szybko wypełniło się papierosowym dymem. W końcu pojawiły się również narkotyki.

Nie minęło wiele czasu zanim mieszkanie państwa Hadley zmieniło się w śmietnik. Wszędzie walały się puszki, butelki i niedopałki. Podchmielone dzieciaki robiły mnóstwo hałasu, co irytowało gospodarza imprezy. Bał się, że sąsiedzi wezwą policję. W pewnym momencie zabronił gościom wychodzenia na zewnątrz. Gdzie są twoi starzy? - pytali ci bardziej dociekliwi. Wyjechali - krótko odpowiadał Tyler.

Północ

Około północy w domu przy 371 NE Grandeur Ave. przebywała około setka nastolatków. Niektórym z nich zaczął dokuczać dziwny zapach. Jeszcze inni zwrócili uwagę na brązowe plamy niewiadomego pochodzenia, pokrywające różne przedmioty, między innymi rodzinny komputer. Słuchajcie, Tyler zabił swoich rodziców - ryknął ktoś beztrosko. Odpowiedział mu gromki śmiech. Oczywiście nikt nie wziął tych słów na poważnie. A przecież dwa tygodnie przed imprezą chłopak zadzwonił do koleżanki i zwierzył się jej,  jest wściekły na matkę za to, że zabrała mu telefon komórkowy. To ci… Bardzo możliwe, że ją zabiję - stwierdził.

Około 1 w nocy wyraźnie zdenerwowany siedemnastolatek odciągnął na bok najlepszego przyjaciela - Michaela Mandella. Wyznał mu z całą powagą, że zrobił coś złego, Mike mu jednak nie uwierzył. Wtedy Tyler zaprosił go do głównej sypialni. Tam, pod stertą śmieci, rozbitych naczyń, połamanych mebli i innych przedmiotów, leżały ciała jego rodziców. Młody mężczyzna zatłukł ich młotkiem. Najpierw matkę, a potem ojca. Zrobił to, ponieważ chciał być pierwszą osobą, która wydała przyjęcie dla przyjaciół tuż po makabrycznej zbrodni.

Policja

Przerażony Michael opuścił przyjęcie i natychmiast powiadomił stróżów prawa. O 4:32 w domu Hadleyów pojawiła się policja. W mieszkaniu został już tylko gospodarz. Błąkał się z kąta w kąt, bez konkretnego celu. Kiedy usłyszał dzwonek do drzwi, z osiąganiem wyszedł na ganek. Nie wchodźcie tam! - krzyknął do policjantów, kiedy ci wykonali pierwszy krok do przodu. Wydawał się spanikowany.

Mundurowi zlustrowali wszystkie pomieszczenia. Wyglądały tak, jakby przeszedł przez nie huragan. Wszędzie walały się plastikowe kubki, talerzyki, opakowania po napojach i przekąskach. W końcu trafili do głównej sypialni. Od razu zauważyli ślady krwi na framudze, zagłówku łóżka i pościeli. Na podłodze piętrzyła się góra śmieci, pod którymi spoczywały zmasakrowane ciała Blake’a i Mary-Jo. Tyler został aresztowany.

Dzieciństwo w cieniu depresji

Wcześniak

Blake i Mary Jo-Hadley byli spokojnymi, wierzącymi ludźmi. W 1983 r. przeprowadzili się z Fort Lauderdale do niewielkiego miasteczka Port St. Lucie (Floryda, USA). Mieszkali w niewielkim, przytulnym domu.  Mężczyzna pracował jako inżynier w elektrowni, a kobieta jako nauczycielka w miejscowej szkole. Uczniowie bardzo ją lubili za poczucie humoru.

W 1987 r. para powitała na świecie swojego pierwszego syna - Ryana. Chłopak był wesoły i uczynny, błyskawicznie zjednywał sobie ludzi. W szkole cieszył się niezwykłą popularnością. Sześć lat później został starszym bratem Tylera. Dziecko urodziło się jako wcześniak, pierwsze miesiące życia spędziło w inkubatorze ze względu na niedorozwój płuc. Mary-Jo bardzo się martwiła, że brak kontaktu fizycznego z dzieckiem źle wpłynie na jego późniejszy rozwój.

Ospa, tarczyca, depresja

Problemy zdrowotne chłopca nie skończyły się z chwilą opuszczenia szpitala. Jako kilkulatek Tyler zapadł na ospę wietrzną, a następnie zaczął mieć problemy z tarczycą. Z powodu zaburzeń hormonalnych miewał huśtawki nastrojów, które wpływały na jego zachowanie. Poza tym nie mógł zapanować nad wzrostem masy ciała. Uważał się za grubego i brzydkiego, co bardzo mocno wpływało na jego samoocenę.

Pokrzywdzony przez los chłopiec wzbudzał powszechne współczucie. Rodzice spełniali każdą jego zachciankę, chcąc chociaż w minimalnym stopniu wynagrodzić mu wszystkie cierpienia. Mary-Jo podejrzewała, że dziecko odziedziczyło po niej depresję kliniczną, ponieważ często było smutne i miało problemy adaptacyjne. Uważała syna za nadmiernie wrażliwego, przez co dogadzała mu jeszcze bardziej.

W wieku 6 lat pani Hadley zapisała swoją latorośl do psychologa. Tyler chętnie uczęszczał na spotkania, ale w miarę upływu czasu terapia przestała mu wystarczać. Chłopiec nie umiał zapanować nad emocjami. W jednej chwili potrafił wybuchnąć płaczem, aby za chwilę śmiać się do rozpuku. Pewnego razu zaczął na lekcji ryczeć, jak krowa. Nauczyciel w żaden sposób nie był w stanie przywołać go do porządku. Sprawdź także ten artykuł na temat sprawy latarników z Wysp Flannana.

Samotnik

Ze względu na dziwaczne zachowanie, chłopak był w gruncie rzeczy samotny. Posiadał tylko jednego, prawdziwego przyjaciela - Michaela. Nastolatkowie znali się od bardzo dawna. Kiedy mieli po 10 lat, Tyler po raz pierwszy próbował popełnić samobójstwo. Mike był świadkiem, jak jego rówieśnik usiłuje powiesić się na gałęzi drzewa. Ostatecznie Hadley całą sytuację obrócił w żart i chłopcy - jakby nigdy nic - wrócili do wspólnej zabawy. Była to ewidentna oznaka tego, że w głowie dziecka dzieje się coś niedobrego.

W tym samym czasie chłopiec po raz pierwszy wspomniał o chęci zabicia rodziców. Zwierzył się koledze Markowi Andrewsowi, że pokłócił się z mamą i pragnie się jej pozbyć. Mark zignorował tę dziwną pogróżkę. W 2004 r. Blake i Mary Jo po raz pierwszy zadecydowali, że ich młodszy syn potrzebuje bardziej konkretnej pomocy, zapisali go więc na wizytę u psychiatry. Lekarz wypisał pacjentowi środek przeciwdepresyjny o nazwie lexapro, który nie spełnił swojego zadania. Pod jego wpływem Tyler zaczął coraz mocniej narzekać na swój kiepski wygląd. Otyłość spędzała mu sen z powiek.

Aderall, prozac, hgh

Kiedy chłopiec skończył 15 lat zaczął przyjmować prozac (lek przeciwdepresyjny), aderall (środek używany do leczenia ADHD) i HGH(hormon wzrostu). Dzięki temu ostatniemu szybko “wyciągnął się” i zeszczuplał. Jego samopoczucie zdawało się powoli wracać do normy. Była to jedynie cisza przed burzą. W późniejszych latach Hadley zaczął eksperymentować z alkoholem i narkotykami. Palił marihuanę, zażywał extasy i leki przeciwbólowe.

Z czasem pijaństwo i kiepskie wyniki w nauce stały się smutną normą. Blake i Mary-Jo nie wiedzieli jak dotrzeć do zbuntowanego syna. Kobieta opowiadała się za wyrozumiałością, mężczyzna - za surową dyscypliną. Wkrótce Tyler zaczął skarżyć się kolegom, że “starzy go dojeżdżają”, a nawet - że jego ojciec znęca się nad nim psychicznie. 

Zagrożenie dla samego siebie i innych

Na miesiąc przed tragedią pani Hadley umieściła swojego młodszego syna w ośrodku zdrowia psychicznego. Kobieta przekonywała, że młody mężczyzna stwarza zagrożenie nie tylko dla siebie samego, ale również dla innych. Tyler ukończył “program rehabilitacyjny”, po którym jego samopoczucie i zachowanie diametralnie się zmieniło. Stał się spokojny, uprzejmy, częściej się uśmiechał.

Nie trwało to jednak zbyt długo. Kiedy pewnego wieczoru Tyler wrócił do domu “pod wpływem”, jego rodzice wpadli w furię. Za karę zabrali mu telefon i kluczyki do samochodu, co dla chłopaka było aktem niewybaczalnego wręcz zniewolenia. W tamtym momencie na serio zaczął rozważać zabicie swoich opiekunów. Zwierzył się ze swoich planów Michaelowi, ale ten uznał, że to tylko takie gadanie.

Młotek

16 lipca

16 lipca 2011 r. około godziny 17:00 Tyler zażył kilka tabletek extasy, aby dodać sobie animuszu. Następnie poszedł do garażu, gdzie znalazł młotek. Ze śmiercionośnym narzędziem w ręce wślizgnął się do pokoju matki. Kobieta była zajęta pracą na komputerze i przez bite pięć minut nie zorientowała się, że grozi jej niebezpieczeństwo. Kiedy nastolatek zadał pierwszy cios, Mary-Jo krzyknęła: Dlaczego? A dlaczego nie - usłyszała w odpowiedzi.

Zaalarmowany hałasem Blake natychmiast ruszył żonie z pomocą. Mimo iż był dużo większy i cięższy od Tylera, to nie miał szans z jego ślepą furią. Po zabójstwie chłopak zaciągnął ciała rodziców do sypialni, gdzie przykrył je górą śmieci, na którą składały się połamane meble, potłuczone szkło, rozmaite drobne przedmioty, chusteczki higieniczne, ręczniki. Następnie przez trzy godziny próbował zmyć ślady krwi wybielaczem. Wieczorem zamieścił post na Facebooku z zaproszeniem na domówkę.

Bez kary śmierci

Jako pierwszy o zbrodni w domu Hadleyów opowiedział policjantom Michael. Tyler na sam koniec zapewniał go, że zamierza popełnić samobójstwo. Jego plany pokrzyżował przyjazd policji. Siedemnastolatek nie był sądzony jak dorosły, więc nie groziła mu kara śmierci. Prokurator wystosował wobec niego zarzuty dwóch morderstw drugiego stopnia. Oskarżony został uznany winnym. Usłyszał wyrok podwójnego dożywocia bez możliwości przedterminowego zwolnienia.

W trakcie pobytu w więzieniu chłopak napisał obszerny list do swoich dziadków. Wyraził w nim skruchę i nadzieję na wybaczenie: Żyłem sobie jak normalny siedemnastoletni dzieciak, aż nagle wylądowałem w więzieniu… Zrujnowałem życie wielu ludziom i nie potrafię sobie tego wybaczyć. Dużo płaczę z powodu poczucia winy. Każdego dnia błagam Boga o wybaczenie i o to, by nie wysyłał mnie do piekła. Nie chcę tam iść. (...) Jest mi naprawdę przykro z powodu bólu i żalu, który spowodowałem. Wiem, że wszyscy myślą, że jestem psychopatą, ale ja naprawdę żałuję swojego czynu.

Hammer Boy

Makabryczny czyn Tylera odbił się szerokim echem w mediach. Gazety udzieliły głosu jego koledze spod celi - Justinowi Toneyowi. Mężczyzna opowiedziałi, że Tyler bardzo dobrze odnalazł się w areszcie. Kazał się nazywać “Hammer Boy” (Chłopiec z Młotkiem) albo “Bam Bam”. Rozdawał autografy. Przekonywał, że w dniu zabójstwa rozmawiał z diabłem. Justin zauważył również, że jego kolega miał dwie twarze. Potrafił być z jednej strony miły i uczynny, a z drugiej zimny i przerażający. Szczególnym uczuciem darzył swojego starszego brata. Na jednym z więziennych spotkań powiedział mu, że go kocha. Prosił również o przekazanie wyrazów miłości dalszym krewnym. Czasami zrzucał winę za to, co zrobił, na leki - mówił Toney. - Innym razem stwierdzał, że chciał po prostu zorganizować imprezę, na którą starzy nigdy by mu nie pozwolili i dlatego ich zabił. Chwalił się, że na alkohol i narkotyki dla gości wydał w sumie 2 tys. dolarów.

W 2018 r. zabójca przegrał sprawę apelacyjną, w której ubiegał się o rewizję wyroku. Sędzia utrzymał podwójne dożywocie w mocy. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie będziemy musieli przez to przechodzić ponownie - powiedział po rozprawie Michael Hadley, brat Blake’a. - Uważamy, że w sprawie zapadł sprawiedliwy wyrok. Cieszę się, że już po wszystkim. Dla mnie to było jak kolejny pogrzeb.

Autor: Natalia Grochal

Źródła:

  1. https://www.cbsnews.com/news/tyler-hadley-who-killed-his-parents-at-17-then-threw-party-sentenced-to-life/
  2. https://eu.tcpalm.com/story/news/crime/st-lucie-county/2018/12/20/tyler-hadley-resentencing/2227191002/
  3. https://www.browardpalmbeach.com/news/police-release-brutal-details-of-tyler-hadley-allegedly-murdering-his-parents-with-hammer-6460657
  4. https://en.wikipedia.org/wiki/Murder_of_Blake_and_Mary-Jo_Hadley
  5. https://www.dailymail.co.uk/news/article-2139769/Teen-bludgeoned-parents-death-jailhouse-celebrity-signs-autographs-hammer-time.html
  6. https://www.youtube.com/watch?v=PAzzPJ28sb8&t=2462s
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0.0% czytelników artykuł okazał się być pomocny