Koniec świata w Bieszczadach

Nieistniejąca wieś


Wernejówka to dawno nieistniejąca już wieś leżąca nad rzeką Wisłok w województwie podkarpackim. Powstała w drugiej połowie XVI wieku na stoku Bukowicy. Zamieszkiwała ją głównie ludność prawosławna (tzw. rusini). Po wojnie wszystkich 109 rezydentów wysiedlono na Ukrainę, a opuszczone przez nich domy - rozebrano.

Przez wiele lat w okolicy nic się nie działo. Dopiero rozwijający się ruch hipisowski sprawił, że rejon ten stał się popularny. Turyści chwalili sobie w szczególności dziewicze piękno gór odizolowanych od cywilizacji. W latach 90. zawitał tu również Piotr Mojeścik - z urodzenia Ślązak, z zawodu kowal. Mężczyzna założył w opuszczonej wiosce niewielkie gospodarstwo, w którym hodował konie oraz bydło.

Piotr

Piotr urodziły się w 1965 r. w Ustroniu - górniczym mieście bez większych perspektyw zawodowych. Tuż po ukończeniu szkoły zatrudnił się w kopalni, próbował także swoich sił w wojsku. Pod koniec lat 80. spędził trochę czasu w Niemczech, gdzie nauczył się fachu kowala. Radził sobie w nim świetnie. Potrafił opanować nawet najbardziej narowistego konia, w związku z czym nie mógł się opędzić od zleceń.

Mimo tak wielkiego sukcesu młody kowal nie chciał na stałe opuszczać kraju. Podczas jednej z wizyt w Polsce Piotr odkrył Wernejówkę i całkowicie stracił dla niej głowę. To właśnie tu, w tym oddalonym od siedzib ludzkich miejscu, postanowił stworzyć swój wymarzony dom. Aby zdobyć na to fundusze przez część roku pracował w Niemczech. Resztę czasu przeznaczał na własnoręczne wznoszenie budynków gospodarskich.

Katarzyna

Mimo iż Piotr był samotnikiem, który cenił sobie życie na własnych zasadach, to nie mógł doglądać rancza i mieszkających na nim zwierząt w pojedynkę. Przynajmniej od czasu do czasu potrzebował pomocy. W 1999 r. zatrudnił do tego celu Katarzynę, studentkę z Suwałk. Zanim 34-letni wtedy mężczyzna się zorientował, był już po uszy zakochany w młodej pracownicy.

Para w oka mgnieniu wzięła ślub, a w 2001 r. powitała na świecie córkę. Początkowa sielanka szybko przerodziła się w drogę przez mękę. Wychowywanie dziecka w domu bez bieżącej wody, za to z humorami jego właściciela, stało się dla Katarzyny nie do wytrzymania. W końcu kobieta zdecydowała się na powrót do domu rodzinnego. Piotra został sam z końmi. Szybko wrócił do dawnego życia.

Trójkąt

Zuzanna

Zuzanna trafiła do Wernejówki w takich samych okolicznościach jak jej poprzedniczka. Dwudziestolatka przyjechała w Bieszczady na obóz naukowy organizowany przez jej macierzystą uczelnię. Kiedy w trakcie jednego ze spacerów zobaczyła zapomniane przez Boga i ludzi gospodarstwo, natychmiast się w nim zakochała. Jej uczucie wzmocnił jeszcze bardziej widok przystojnego, tajemniczego i dużo od niej starszego gospodarza.

Piotrowi dziewczyna również wpadła w oko. Była w jego typie: nie malowała się, miała sportowe ubranie i włosy związane w kucyk. Śmiała się promiennie, zarażając wszystkich dookoła radością. Mimo wszystko mężczyzna nie zapałał do niej od razu sympatią. Był z natury nieufny i nie lubił obcych. Stopniowo, dzięki uporowi Zuzanny, otwierał się jednak coraz bardziej. W końcu zgodził się nawet przyjąć ją do pracy w zamian za wikt i opierunek.

Dwudziestolatka spędzała w Wernejówce każdą wolną chwilę - wszystkie wakacje, święta, przerwy między semestrami. Nic zatem dziwnego, że w końcu między nią i o siedemnaście lat starszym gospodarzem nawiązał się romans. Para wyznała sobie miłość, ale nie zamieszkała na stałe razem. Studentka musiała wracać do Warszawy, a Mojeścik - do Niemiec.

Rozbieżne plany

Jednak nie konieczność rozłąki stanowiła największy problem dwojga zakochanych, ale ich odmienne spojrzenie na związek jako taki. Zuzanna chciała zamieszkać w Wernejówce i założyć rodzinę. Piotrowi ten pomysł wcale się nie podobał. Mężczyzna potrzebował bardziej towarzyszki i kochanki, niż żony i matki kolejnego dziecka. Oficjalnie nie okazywał studentce żadnych uczuć, nawet do kościoła jeździli osobno. Nieszczęśliwa kobieta bardzo cierpiała z powodu postawy ukochanego. Kiedy była w Warszawie, słała do niego płomienne listy z nadzieją, że w końcu zmieni zdanie. Niczego jednak nie wskórała. Przez lata żyła więc w poczuciu rozgoryczenia i zawodu.

Wiosną 2006 r. gospodarz Wernejówki doszedł do wniosku, że potrzebuje pomocy przy ranczu, które zdążyło się już rozrosnąć do gigantycznych rozmiarów. Na stworzone przez niego ogłoszenie o pracę odpowiedział 26-letni rzeszowianin - Marcin. Mężczyzna kochał konie i chciał związać z nimi swoje życie zawodowe. Położona na odludziu stadnina przypadła mu do gustu. Podobnie jak jej właściciel.

Piotr umówił się z Marcinem za pracę w zamian za wynagrodzenie w postaci konia. Wybór młodego rzeszowianina padł na źrebaka rasy małopolskiej, który nosił imię Wodnik. W przyszłości ogier miał zostać reproduktorem w założonej przez swojego właściciela stadninie. Usatysfakcjonowany umową Marcin z ochotą zabrał się do pracy. Był w nią bardzo zaangażowany również wtedy, kiedy Piotr przebywał na kontrakcie w Niemczech. Dla Zuzanny towarzysz w zbliżonym wieku był jak dar od losu. Wesoły i rozmowny młody człowiek stanowił dużo lepszy materiał na przyjaciela, niż mrukliwy i zdystansowany Mojeścik.

Urażona męskość

Zmiany

W 2008 r. Piotr, Zuzanna i Marcin ponownie spotkali się w sielskim gospodarstwie w Bieszczadach. Kobieta po raz kolejny podniosła temat formalizacji ich związku. I tym razem niczego nie wskórała. To koniec - oznajmiła wreszcie.- Nie mogę tak dalej. Mojeścik przyjął tę deklarację z właściwym sobie spokojem. Po kilku dniach wyjechał do Niemiec.

Rozczarowana takim obrotem spraw dziewczyna została w Wernejówce w towarzystwie Marcina. Opowiedziała mu historię nieudanego związku i poprosiła o wsparcie. Para młodych ludzi wkrótce zapałała do siebie uczuciem. Kiedy Mojeścik wrócił do gospodarstwa, od razu to zauważył. Kiedy zapytał wprost co się dzieje, usłyszał odpowiedź Zuzanny: Jestem już w nowym związku. W ślad za kobietą podążył jej nowy kochanek. Oświadczył swojemu mentorowi, że pragnie zakończyć współpracę, odebrać Wodnika i założyć własną stadninę. Sprawdź także ten artykuł na temat sprawy Michelle Carter.

Wodnik

Trudno powiedzieć, która z tych wiadomości była dla Piotra trudniejsza do przyjęcia - czy ta, że jego była partnerka tak szybko ułożyła sobie życie, czy ta, że jego najbardziej zaufany pracownik przestał go potrzebować. Tak czy inaczej, między trójką znajomych wybuchła awantura, w trakcie której padło wiele gorzkich słów. Zrobiliście mi świństwo - krzyczał Mojeścik. Słowo się jednak rzekło i trzeba było doprowadzić sprawę do końca.

15 października 2008 r. Marcin udał się do Wernejówki, aby odebrać Wodnika. Towarzyszył mu  35-letni kolega - Bogdan K. Na miejscu czekała na ukochanego Zuzanna. Po udanej transakcji cała trójka miała odjechać do nowej stajni. Tak się jednak nie stało. Rano Mojeścik zadzwonił do młodego rzeszowianina z prośbą, aby spotkali się w połowie drogi, w niewielkim lesie nad rzeką. Bydło mi uciekło na sąsiednią działkę - żalił się. - Pomożecie mi je zagonić z powrotem.

Rzeka

Mojeścik przyjechał w umówione miejsce, aby dobrze się przygotować. Wyjął z bagażnika broń myśliwską i ukrył ją w trawie. W aucie miał jeszcze inne narzędzia, takie jak sznury konopne i worki po nawozie. Kiedy spotkał się z Marcinem i Bogdanem, skierował ich w stronę rzeki. Bydło pasło się po drugiej stronie, należało więc przejść przez płytki nurt. Piotr puścił gości przodem, a kiedy ci znaleźli się w wodzie, złapał za strzelbę i strzelił im w plecy.

Kiedy martwi mężczyźni odsunęli się na ziemię, zabójca obłożył ich ciała workami i zawiązał sznurem. Następnie schował je w krzakach, podobnie jak samochód Marcina. Następnie wsiadł do własnego auta i ruszył w drogę, aby stworzyć sobie alibi. W najbliższym mieście zadzwonił do znajomej z prośbą o podwózkę na stację benzynową. Dzięki temu spotkaniu zyskał świadka, który mógł w przyszłości potwierdzić miejsce jego pobytu. Po kilku godzinach wrócił nad rzekę, aby zakopać zwłoki. Po wykonanej pracy wsiadł do granatowego opla Marcina i wywiózł go do Przemyśla. Do Wernejówki wrócił pekaesem.

Zaginięcie

Zaniepokojona przedłużającym się milczeniem kochanka Zuzanna czekała na jego powrót w Wernejówce. Wieczorem była już bardzo zaniepokojona. Piotr przekonał ją, że widział się z Marcinem i - zgodnie z umową - przekazał mu konia. Zawiedziona postępowaniem partnera kobieta wróciła do Rzeszowa. Po dłuższym czasie dostała od niego bardzo dziwny list. Dwudziestoośmiolatek pisał: Między nami koniec. Wyjeżdżam. Nie szukaj mnie.

Na młodego mężczyznę czekała nie tylko Zuzanna, ale również jego rodzina. Co prawda Marcin wysłał im kilka smsów z informacją, że jest bezpieczny i niedługo wróci, ale były one napisane w tak dziwny sposób (bez błędów ortograficznych), że wzbudziły więcej lęku, niż spokoju. 19 października sprawa trafiła na policję. Funkcjonariusze natychmiast rozpoczęli poszukiwania.

Grupa operacyjna

Do wyjaśnienia zagadki powołano specjalną grupę operacyjną, która brała pod uwagę kilka hipotez: dobrowolny wyjazdu, ucieczkę, wypadek i morderstwo. W toku śledztwa mundurowi potwierdzili, że ostatnią osobą, która miała kontakt z Marcinem i Bogdanem, był Piotr. 8 listopada 2008 r. mundurowi pojawili się w Wernejówce. Aresztowali przebywającego na miejscu gospodarza oraz towarzyszącą mu Zuzannę, a posiadłość dokładnie przeszukali.

Po kilkudziesięciogodzinnym przesłuchaniu Mojeścik przyznał się do podwójnego zabójstwa. Przez bite trzy godziny opowiadał co się stało feralnego 15 października. Przekonywał, że zabił Marcina i Bogdana w obronie własnej. Wskazał miejsce ukrycia zwłok. Płytki leśny grób znajdował się w trudno dostępnym miejscu oddalonym o kilkanaście kilometrów od Wernejówki. Granatowego opla odnaleziono w Przemyślu na ul. Grottgera.

Bez przebaczenia

W czerwcu 2012 r. sąd orzekł wobec oskarżonego karę dożywotniego pozbawienia wolności za zastrzelenie z premedytacją dwóch mężczyzn. Biegli psychiatrzy orzekli, że Mojeścik miał możliwość świadomego kierowania swoim działaniem w momencie popełniania czynu. Oskarżony powinien spędzić resztę życia w więzieniu, ponieważ nie nadaje się do resocjalizacji - przekonywał prokurator. Piotr w ostatnim słowie przeprosił rodziny ofiar, nie przyznał się jednak do winy.

Jego motywacją miała być chorobliwa zazdrość o kobietę, ale czy na pewno nie była to raczej urażona męska duma? Na początku kochałam Piotra, ale on się nie deklarował. Często wyjeżdżał, miał swoje sprawy. Traktował mnie raz lepiej, raz gorzej. Opuszczałam gospodarstwo, ale wracałam, gdy dzwonił, że mnie potrzebuje. Nie wiem, czy to było uczucie, czy uzależnienie - powiedziała w jednym z wywiadów Zuzanna.

W sierpniu 2019 r. skazany złożył do Sądu Okręgowego w Krośnie wniosek o umożliwienie odbywania reszty kary w Niemczech, gdzie mieszkała cała jego rodzina. Mojeścik. posiadał obywatelstwo tego kraju i doskonale znał język. Dzięki przenosinom miałby częstszy kontakt z bliskimi. Sędzia nie przychylił się do tej prośby. 

Autor: Natalia Grochal

Źródła:

  1. https://nowiny24.pl/zbrodnia-w-wernejowce-ponowne-zeznania-zuzanny-m/ar/6119801
  2. https://www.youtube.com/watch?v=_shRM46WuYM&t=231s
  3. https://detektywonline.pl/zabojstwo-w-wernejowce-zazdrosc-i-dozywocie/
  4. https://www.terazkrosno.pl/wiadomosci/9235-podwojny-zabojca-z-wernejowki-chce-do-niemiec
  5. https://nowiny24.pl/morderstwo-w-stadninie-koni-oskarzony-przerywa-milczenie/ar/6114489
  6. https://korso24.pl/wiadomosci/zbrodnia-ktora-wstrzasnela-polska-podwojny-morderca-chce-odsiedziec-wyrok-w-niemczech/b9AVubj8zr4FgX4Ttmva
  7. https://echodnia.eu/podkarpackie/dozywocie-dla-zbrodniarza-oskarzony-planowo-i-z-premedytacja-zabil-dwoch-mezczyzn/ar/8650271
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0.0% czytelników artykuł okazał się być pomocny